nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

PAP z 8 września 2006 donosi, że rysownik Grzegorz Rosiński, autor „Thorgala” otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia artystyczne i zasługi dla kultury polskiej.

Wiadomość szokująca nawet jak dla kogoś, kto wychował się na komiksach Thorgala a może przee wszystkim. Pierwszy raz komiksiarz w ten sposób został uhonorowany w Polsce. Prezydent Kaczyński odznacza Kapitana Żbika? Co na to czujni posłowie LPR? To brzmi jak jakiś żart, należy mieć nadzieję, że nie chodzi o pomyłkę jak w przypadku pewnego generała.

Śpiewał ongiś Big Cyc:

Zgwałcono babcię, pobito psa
Przemyt ręczników do RPA
Skradziono cnotę nieletniej Zosi
Mamusia o ratunek prosi
(…)
Późna pora dnia, nie ma co się bać
W razie jakby co Superman z MO
Kapitan Żbik pomoże Ci

Rosiński zaczynał przygodę z komiksem właśnie pod koniec lat sześćdziesiątych cyklem o Kapitanie Żbiku. Później była „Legendarna historia Polski”, gdzie po raz pierwszy penetrował światy fantasy zamiast Thorgala w głównych rolach występowali Król Popiel, którego myszy zżarły oraz Piast Kołodziej. Wreszcie został Rosiński redaktorem magazynu „RELAX”. Tu warto wspomnieć, że to pismo we wrześniu 1978 roku zaatakował jako oburzony ojciec Stanisław Barańczak, wówczas lat 32, poeta Nowej Fali: „Związek Radziecki to w ogóle kraj, który z niejasnych dla mnie względów cieszy się dużą miłością ze strony autorów Relaxu”. I dalej pisze: „Gdyby wziąć pierwszą z brzegu rzeźbę sprzed Pałacu Kultury w Warszawie, pomalować ją na kolorowo i wprawić w usta dymek, można by jej nie odróżnić od bohaterów opowieści obrazkowych Rosińskiego czy Wróblewskiego. Bo też komiks – będzie o tym mowa – ma więcej wspólnego z socrealizmem, niżby się mogło wydawać”.

ksiazki-najgorsze.gif

Dostało się również wtedy Januszowi Chriście, którego zaatakował Barańczak za głupawy humor i oskarżył o plagiat Asterixa. Nie pozostawiając suchej nitki na polskich autorach poeta zauważa: „Komiks na Zachodzie w swoich najbardziej ambitnych wydaniach stał się już od dawna niemal pełnoprawną dziedziną sztuki „wysokiej” (o ile rozróżnienia w warunkach sztuki obecnej doby mają jeszcze jakikolwiek sens” (Patrz: S. Barańczak, Blurp! [w:] Książki najgorsze, wy. II, Poznań 1990).

szninkiel.jpeg

W 1976 roku Rosiński wyjechał na Zachód, gdzie rozpoczął współpracę z Van Hammem i stworzyli słynny cykl o Thorgalu. W Polsce pierwszy album – „Zdradzoną czarodziejkę” opublikowano w 1988 i było to dla nas, dorastających chłopaków jednym z najcenniejszych skarbów w późnym PRL. Nie wspominając już o „Szninklu” i o stronie 96 (?) – mówią o tym również dziewczyny – gdzie po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć seks.

Jednak w pewnej chwili zobaczyłem na stoisku album Myszki Miki i odruchowo wziąłem go do ręki. Nie mógł być stary, zapewne przedruk z lat siedemdziesiątych, świadczyły o tym tylna strona okładki oraz cena sprzedaży. Otworzyłem go pośrodku.
-To nie oryginał, bo one są dwubarwne, ceglaste i brązowe a ten wydrukowano w kolorach białym i niebieskim.
-Skąd ty to wiesz?
-Nie mam pojęcia. Po prostu wiem.
-Ale okładka odtwarza oryginał. Popatrz na datę i cenę: tysiąc dziewięćset trzydzieści siedem, jeden lir pięćdziesiąt.
Skarb Klarabelli, wypisano wielkimi literami na wielobarwnej okładce.

Umberto Eco, Tajemniczy płomień królowej Loany, Warszawa 2005, s. 78.

eco.jpeg

Bohater powieści Eco traci pamięć, zatem jakby nie było całą biografię. Zaczyna ją odzyskiwać kiedy trafia na stary komiks o Myszce Miki. Idąc tym tropem wyjeżdża do rodzinnego domu, gdzie na strychu zmagazynowane są papiery z okresu jego dzieciństwa. Eco urodził się w 1932, dorasta więc w faszystowskich Włoszech. „Tajemniczy płomień królowej Loany” pozwala nam odbyć podróż w głąb popkultury czasów Mussoliniego. Niezwykła perspektywa, bo autor porusza się po kartach dziecięcych książek i komiksów, podczas gdy na świecie trwa wojna. Pamięć to śmietnik. No bo w sumie po co bohaterowi wspomnienie o Myszce Miki i Horacym Chomącie szukających skarbu Klarabelli? Po nic. Jest, bo jest. Ale gdy tego wspomnienia użyć – może być początkiem żeglugi. Doświadczenie, które każdemu z nas jest dostępne. Przykład: pamiętam, że pierwszy „Świat Młodych”, który kupiłem miał na ostatniej stronie komiks – Przygody Jonki, Jonka i Kleksa, „Smocze jajo:. Pamiętam też, że był to odcinek 14. Do dziś zresztą komiks ten choć przeczytałem go w całości i mam go w formie zeszytu na półce, zaczyna się dla mnie na czternastym odcinku. Nie ma początku i wprost ze środka zmierza do końca. Sam fakt nie przydałby się na nic bez Internetu. Google, dwa-trzy kliknięcia i wiem już, że kupiłem swój pierwszy „Świat Młodych” 10 czerwca 1986 roku. Nie pamiętałem jaki to był dzień tygodnia i jaki kolor wydania. Ale jeszcze dwie strony www i teraz już wiem. Wtorek. Wydanie niebieskie. Wracałem z lekcji religii w kościele na Czarnej we Wrzeszczu i w kiosku na Marchlewskiego (dziś Dmowskiego) zakupiłem egzemplarz gazety, który rzecz jasna już nie istnieje. Na ostatniej stronie deja vu – oczywiście 14 odcinek…

TOP SECRET

16 komentarzy

opt-topsecret.jpg

Pierwsze pismo o grach komputerowych w Polsce. Wyłoniło się z „Bajtka” w 1990 roku. W latach świetności miało 130 tysięcy nakładu. Niepowtarzalny klimat tworzył tzw. zepsuł; komiksy o przygodach Kopalnego, Naczelnego, Dżemika; Sir Haszak z działem „Jest Taktycznie”, niezapomniany duet Alex&Gawron no i Krzyś Kubeczko udzielający się w rubryce listy. Na „Top Secret” wychowało się pierwsze pokolenie polskich graczy, dla których liczyło się samo pismo. Nie było ono jedynie ściągą do gier, ale głosem generacji. Do tej samej publiki kierowane były „Secret Service” i „Gambler”, gazety podobne z ducha, tworzone nieraz przez ludzi, którzy startowali na łamach „Top Secretu”. Wszystkie te tytuły zaczęły znikać wraz z inwazją pism, gdzie bardziej niż druk liczyły się załączane cedeki. „Top Secret” wskrzeszono na krótko w 2002 roku, ale po czterech numerach odszedł już na zawsze.

Właściwie to można rozpisać na wersy:

debiutowałem w TOP SECRET
magazynie fanów gier komputerowych.
opisem zręcznościówki na PC
Sir Haszak znaczył dla mnie więcej
niż Marcin Świetlicki, którego nazwisko
zresztą nic mi nie mówiło. rok wcześniej
zastrzelił się Kurt Cobain, najnowszym
krążkiem Metalliki była wciąż czarna płyta
w drodze do Czech, dokładnie
21 lipca 1995 roku w Bolkowie
kupiłem nowy numer i zobaczyłem
w druku swoje przezwisko


  • RSS