Twórców gier wyobrażałem sobie kiedyś jako anonimowych artystów. Żyjąc gdzieś daleko byli tak samo realni jak starożytni Rzymianie. Panowali nad ruchem, podnosili w powietrze samoloty, potrafili tchnąć ducha w małe owadzie postacie przemierzające olbrzymie labirynty. Nie dla chwały wówczas dokonywali tych cudów, lecz dla zabawy. Kaprys,nudę przemieniali w gorączkową rozrywkę milionów graczy na całym świecie. Może powinienem trzymać się tego mitu, zatrzeć kontury świata, pielęgnować tajemnicę.

Tetris – jedna z najgenialniejszych, bo najprostszych gier. Klocki spadające w dół ekranu. Dążenie do niewidzialności. Zniknąć. Przepaść. Wyzerować. Zdążać do początku. Gdzie na kolejne elementy układanki czeka wielkie Nic.

Ta gra, która dla nas, komodorowców, atarowców i innych istniała od zawsze jak szachy miała jednak swojego ojca. Aleksiej Pażytnow, programista z Moskiewskiej Akademii Nauk wymyślił Tetris w 1985 roku na komputer Electronica 60. Gdyby mieszkał w normalnym kraju i opatentował swój pomysł, stałby się milionerem. Ale nie w ZSRR. Pażytnow nie miał żadnej możliwości chronić swoich praw autorskich. Zapewne mało kto by się o Tetrisie dowiedział (czym jest, czym była Electronica 60?),gdyby nie Wadim Giełasimow, 16-letni wówczas uczeń, współpracownik Pażytnowa, który napisał wersję Tetrisa dla IBM PC. Gra później przedostała się na Węgry a stamtąd już na cały świat.

A co się stało z Aleksiejem Pażytnowem? Żyje. Wyemigrował do USA. Przez prawie 10 lat pracował dla Microsoftu.