nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2007

(…)
wszystko
co mi o tobie przypomina
to ten okrzyk
łukasińskich mertonów ghandich
Tatanka – Iyotanka tahoksila!
(….)

Marcin Cielecki, Tryptyk z piór i dymu

W dzieciństwie czytałem wiele powieści indiańskich, ale najlepiej pamiętam książki Jana Longina Okonia. W latach osiemdziesiątych jeszcze nie obrosły mitem, bo były świeże – trylogia o Tecumsehu (Tecumseh, Czerwonoskóry generał, Śladami Tecumseha) wyszła po raz pierwszy w latach 1977-81, czwarta dodana później część Płonąca preria o Czarnym Jastrzębiu została wydana w 1986. Dzisiaj książki indiańskie ponoć odeszły do lamusa: Patrz: Sorry Winnetou Trzeba więc wobec tych trendów stanąć Okoniem.

Niemcy mieli blond Old Shaterhanda z 25 strzałowym karabinem Henry’ego. Longin Jan Okoń doskonale wyczuł, że polski bohater w amerykańskiej puszczy musi wyróżniać się czymś więcej niż nadludzką siłą. Początek XIX w. Ryszard Kos (postać ponoć autentyczna, jak twierdzi przypis) – powstaniec kościuszkowski wspiera Indian w walce z amerykańskim najeźdźcą. Fryderyk II nazwał kiedyś Polaków „Irokezami Europy” wybór Kosa jest więc instynktowny – trzyma z tymi, którzy wyglądają inaczej, dziwnie się ubierają, ale jest podparty świadomością polityczną i współczuciem – Polacy stracili swój kraj, więc w Ameryce trzeba stanąć po stronie tych, którzy bronią ziemi swoich przodków. Nie bez znaczenia jest wątek miłosny – Kos (indiańskie imię Czerwone Serce) zakochuje się z wzajemnością w córce wodza Seneków.

tecumseh.jpg

Także Winnetou w wydaniu Okonia musi wyglądać mniej tandetnie i bardziej realistycznie. Tym razem jest to postać z pewnością autentyczna – Tecumseh (Puma gotowa do skoku), jeden z najwybitniejszych wodzów w historii. Wódz Szafanezów, który wsławił się jednym genialnym w swej prostocie pomysłem: kiedy wszystkie plemiona połączą swoje siły pogonią Jankesów – tutaj nazywanych Miczi-Malsa (długimi nożami).

Śledzimy więc z zapartym tchem jak konfederacja Indian rośnie w siłę Tecumseh z Kosem podróżują po wszystkich terytoriach na wschód od Missisipi – werbując kolejne zastępy wojowników. Niestety wszystko psuje brat wodza – zapijaczony szaman, który przedwcześnie porywa część wojska do walki z przeważającymi siłami przeciwnika. Unia czerwonoskórych się rozpada, ale Tecumseh nie składa broni. W wojnie Anglików z USA staje po stronie Wielkiej Brytanii – walczy więc z zaborcą niczym Polacy w wojsku napoleońskim. Zanim zginie w 1813 roku (w tym samym, co książę Józef Poniatowski!) będzie miał już tytuł generała.

Po śmierci przyjaciela Kos kontynuuje walkę najpierw na południu w okolicach Florydy a później na północy wspierając nieustraszonego Czarnego Jastrzębia. W tej wojaczce wspomnienia z bitwy pod Dubienką nakładają mu się na krajobraz amerykańskiej puszczy. Autorowi nie zabrakło inwencji w opisach licznych walk – np. w jednej ze starć Indianie zdobywają działa i opanowawszy ich obsługę strzelają do parowego statku wojennego. Prawie jak bateria Laskowskiego do Schlezwig Holstein. Yeah!

Wszystko znajduje się w ciągłym ruchu. Nawet, kiedy nie patrzymy żyje „swoim” życiem. Szukałem wczoraj w necie muppetów a znalazłem polski sejm. Okazało się, że widzowie Muppet Show z początku lat osiemdziesiątych mają dzisiaj po trzydzieści-czterdzieści lat i zajmuje ich przede wszystkim polityka. A zatem muppet – pocieszna kukła z dzieciństwa może być wmanipulowany w afery i lustrację. Bo muppet nie ma osobowości. Muppet istnieje dla show. Show jest jego racją istnienia. Show w telewizji, show w sejmie, ale i niestety show w życiu codziennym. Ile razy w ciągu swojego życia nie jesteśmy sobą a muppetami i ogrywamy jakiś żałosny spektakl, groteskowy dwór rozdanych ról? Czy nie sfrustrowane muppety wyżywają się w politycznych strefach netu? Czy wszystkich głupich komentarzy w Onecie nie napisała przypadkiem jedna i ta sama osoba – Zwierzak?

Ale mnie interesuje muppet nie dla jakichś doraźnych celów, koalicji i opozycji. Każdy muppet jest osobnym bytem. Plemię stworzone przez Jima Hensona do Polski dotarło chyba przed albo w samym stanie wojennym (?!) Kiedy moja mama wspomina jakim byłem grzecznym dzieckiem zawsze podkreśla, że mogła wyjść na parę godzin do sklepu zostawiając mnie (lat 3) w mieszkaniu. Bawiłem się wówczas gumowymi figurkami muppetów, które stały w kolejce mięso. Wielki „potwór” z maczugą (nie pamiętam jak w programie nazywała się ta postać) stał obok i pilnował porządku. Gdy jakiś niesforny muppet próbował wepchać się bez kolejki potwór pałował delikwenta i wysyłał na sam koniec. Zazwyczaj jednak obywało się bez użycia siły.

Dzisiaj nie tylko Zwierzak, ale i Kermit żaba, Miss Piggy, Gonzo, Fuzzy to zapomniane stadia ewolucji przemysłu telewizyjnego. Dobrze, że Jim Henson (zmarł w 1990) nie dożył klęski, jaką poniosły jego kukiełkowa dziatwa przegrywając z inwazją Pokemonów i innych animowanych szkaradzieństw. Muppet Show, którego gośćmi były prawdziwe gwiazdy powoli staje się teatrem cieni. Tu jakaś zapomniana gwiazdka, tam zmarły Johny Cash… Sam Kermit jest już żabą bez duszy, obce ręce go poruszają, obcy głos mu podkładają…

Dla odmiany – bardziej klasycznie. Są książki, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Na przykład pierwszy polski komiks, bez dymków jeszcze – napisany wierszem. Ten epos Makuszyńskiego nie jest może porównywalny z „Eneidą” czy „Odyseją” – dziełami, których, przyznaję, nie czytałem w wieku lat pięciu czy sześciu, ale ma wielkie zalety.- pisze w Tygodniku Powszechnym Leszek Kołakowski. Oczywiście chodzi o Koziołka Matołka. Z tym bohaterem, pożal się Boże – capem, matołem ciężko się identyfikować a jednak każdy śledził jego przygody. Teść pokazywał mi pierwsze lub drugie przedwojenne wydanie Koziołka Matołka (Gebethner Wolf – rok 1934?), przywiezione ze Lwowa. Cenne szczególnie, bo powojenne matołki były rysowane od nowa, choć przygody zostały te same.

Matolek.jpg

Koziołek Matołek jest pierwszym w Polsce, bohaterem rysunkowym. Makuszyński i Walentynowicz szli z duchem czasu. W USA od kilku lat święci triumfy wykreowana przez Disneya Myszka Miki. To właśnie w latach trzydziestych – filmy animowane i komiksy zaczynają podbój dziecięcej wyobraźni. Na czym jednak polega wyjątkowość Koziołka? Ilustracje Walentynowicza, śmieszne i dość już dziś egzotyczne – lata II Rzeczpospolitej dla dzisiejszego dziecka są tak odległe w czasie, że aż baśniowe. Na tle obfitości dzisiejszych propozycji wyglądają dość archaiczne. Kozioł jest jednak nie tylko dzieckiem komiksu, ale także dzieckiem słowa. To ośmiozgłoskowiec wprowadza nas w rytm opowieści. A jednocześnie jak wygląda Matołek, każdy widzi.

Jakiś czas temu Jurodiwy postanowił pomóc Helence. Zebrał zatem opatrzone autografem książki od znajomych literatów. Można je kupować na allegro, lista licytowanych książek i innych drobiazgów na stronie http://www.helenka.kom.pl

W tej chwili np. jest wystawione na aukcji Fado z autografem Andrzeja Stasiuka a także m.in. tomiki wierszy Kobierskiego, Borosa, Kamińskiej oraz moje Commodore. Te książki mają szczególną wartość dla chorego dziecka i jej dzielnej mamy, mogą pomóc zebrać pieniądze na kosztowne rehabilitacje.

W ostatnich latach Egmont wydał Antresolkę Profesorka Nerwosolka Tadeusza Baranowskiego. Kiedy dostałem na Mikołaja od Ślubnej to cudo wydało mi się grubsze niż było w „rzeczywistości”. I „rzeczywiście”, przeglądając netowe informacje na temat Profesora dowiedziałem się, że album Egmontu to zlepek dwóch komiksów znanych mi w dzieciństwie. Część I wydała Młodzieżowa Agencja Wydawnicza w 1983 roku pt. Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko. II i III część to klasyczna „Antresolka Profesorka Nerwosolka” z tak dobrze znaną mi okładką.

nerwosolek.jpeg

Komiks czytywałem zawsze u babci na jedenastym piętrze wieżowca – przez co dla mieszkańca parteru stawał się on jeszcze bardziej niezwykły, niemalże jak czardziejska księga znaleziona tam, gdzie nie docierają windy. Szaleńcza kreska, zwichrowany humor, który dziś potrafię docenić jeszcze bardziej niż wprzódy – przede wszystkim za jego inteligencję i pomysłowość.

No a teraz trochę wymądrzania się, próba bardziej „naukowego” spojrzenia na przygody Profesora:

1. Przygody Profesora i Entomologii Motylkowskiej są papierowe. Dzięki temu Baranowski osiągnął „efekt głębi”. Bohaterowie mogą poruszać się nie tylko ze strony na stronę, ale w głąb strony a nawet przejść (przedziurawić) ją na wylot. Mogą też iść z dołu strony w górę strony, do góry nogami – wszystkie chwyty i kierunki dozwolone.

2. Istnienie bohaterów jest papierowe. (Profesor: „Myślisz, Entomologio, że ktoś już tutaj był przed nami narysowany?”)

3. Bohaterowie posiadają wolną wolę. Lekceważą ostrzeżenia Autora. (Autor: Tajne! Stop. Niebezpieczeństwo. Stop. W książeczce grasuje mól książkowy”).

4. Język określa przygody bohaterów w takim samym stopniu, co rysunki. Słowo ma w Antresolce moc stwarzania. Jeśli bohaterowie podróżują przez siną dal – jest ona dosłownie narysowana. (Pamiętacie atak bałwanów morskich?)

5. Metafora (por. pkt 4) często staje się rzeczywistością.

6. Bohaterowie żyją w świecie innych tekstów i obrazków.
(Entomologia: Dałam im w prezencie terrorystyczny podręcznik Porwanie w Tiutiurlistanie. Mogą trafić do innych historii ; np. na Wyspę Robinsona.
Robinson: Przybyliście za wcześnie. To nie ten rozdział. Przypłyńcie nieco później, na pewno już będzie. Tylko uważajcie na rozdział o ludożercach.
Entomologia: Spodziewasz się ich wizyty?
Robinson: Tak zgodnie z fabułą.

7. Komiks Baranowskiego się nie starzeje, choć jest coraz starszy. W niektórych przypadkach efekt humorystyczny się wyostrza np. kiedy Profesor znajduje w przestrzeni kosmicznej zmurszałą butelkę po „Ptysiu” (rocznik 1983).


  • RSS