nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

„Pamiętam kościół Serca Jezusowego jeszcze od chrzcin: były trudności z powodu pogańskiego imienia, ale upierano się przy Oskarze. (….) Kościół Serca Jezusowego powstał w latach grynderskich i dlatego utrzymany był w stylu neogotyckim. Ponieważ wzniesiono go z ciemniejącej cegły, a kryty miedzią hełm wieży prędko dorobił się tradycyjnego grynszpanu, różnice między starogotyckimi kościołami z cegły a nowszym gotykiem ceglanym tylko dla znawców pozostały widoczne i przykre.”

(Günter Grass, Blaszany Bębenek, Wyd. Polnord-Oskar, Gdańsk 1997, s. 117)

NSJ.jpg

Kościół, w którym chrzczono Oskara i Güntera Grassa, jest również i moim. Jego wnętrze znam z niedzielnych mszy świętych prawie tak dobrze jak wnętrze domu. Podczas długich kazań miałem dość czasu, żeby przyjrzeć się wszystkim szczegółom. Od dnia, gdy Oskar wtykał Jezusowi do rąk pałeczki swojego bębenka, świątynia zmieniła się niewiele. Przybyła tylko kopia cudownego obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej z Wilna i tablica, że parafię dwa razy – jako arcybiskup krakowski – odwiedził Karol Wojtyła.

Tak zaczynam swój artykuł Archeologia pamięci : literacka mapa miasta ,
który można przeczytać na łamach Magazynu Polsko-Niemieckiego DIALOG

W parafii NSJ spędziłem pierwsze dwadzieścia lat swojego życia. Mam dyplom, że uczęszczałem na pogadanki religijne jeszcze w wieku przedszkolnym:) W każdą niedzielę zachodziliśmy do biblioteki w starej plebanii, gdzie tato kupował „Gwiazdę morza” i jezuicki „Przegląd Powszechny”. Kościół NSJ jest więc moim miejscem uintymnionym. Jednym z tych, które istnieją, póki istnieje coś, co określamy jako „swój świat”.

Teraz w internecie dostępny jest tu:
Kościół NSJ

Because it’s there
George Leigh Mallory

Ci, którzy widzieli jego zwłoki twierdzili, że w przeciwieństwie do wszystkich innych trupów nie przerażały. w ich obecności tutaj było coś subtelnego, jakby były jasną smugą wspinającą się po stoku. Smugą (to też wszyscy poświadczyli) bielszą niż skała, bielszą nawet niż śnieg. Mallory wręcz tulił się do góry, zupełnie jakby był jej częścią, czymś na kształt łzy, a pozostał przecież sobą, nic nie stracił z dawnego życia – nawet list od żony Ruth leżał na miejscu serca. Lód wypłukał tylko cienkie odzienie (siedem, może dziewięć warstw bawełny, wełny i tweedu). Nie znaleziono obok aparatu fotograficznego ani kliszy, są jednak poszlaki wskazujące na sukces. Ot choćby te okulary lodowcowe schowane w kieszeni – widocznie światło dnia było już liche. Martwy nie miał też przy sobie fotografii Ruth ani kieszonkowego wydania Otella, które chciał zostawić na szczycie. Nie można wykluczyć, że 6 czerwca 1924 roku stanął razem z Irvinem na Evereście. Potem mogli zginąć w czasie zejścia. Tak myślę o śmierci tych dzielnych ludzi. Jak o zejściu w górę największą. Od dwóch lat piszę o tym wiersz. W tej chwili przybrał następujący kształt.

Mallory

na co nam zdobyte góry? chciałbym
zobaczyć Everest w 1924 roku
takim jakim widział go Mallory
i w tweedowej kurtce przemierzać
dziewiczą sepię Himalajów

kto nazwie trupem tę hardą duszę
wtuloną w samo serce szczytu?
kto zwłokami nazwać się ośmieli
to, co tak pragnie celu?

nie da się zapomnieć tego człowieka
i jego tygrysiej ręki wmarznietej w żwir.
nadal jest tu: jego siła i zwinność,
choć nie ma nadziei blady ślad

w górze jak przed osiemdziesięciu laty
granie, chmurzący się kosmos.
nie znają małych miar skały
nie zna i ciało w tej przestrzeni porzucone

nadal pnie się w górę.
lina je przepasa jak grecką rzeźbę.
obok pierwotny rynsztunek :
ciężki but obnaża swe podkute podbrzusze

tlen w butli szuka czarnej godziny
i list od ukochanej żony, Ruth wciąż wiąże
zmarłego. twarz jego znałem ze zdjęcia,
nie ma jej tu. za to pod mroźnym niebem trwa
obdarty do żywej kości duch.

marszalekpilsudski.jpg


  • RSS