nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

Kiedy miałem dziewięć-dziesięć lat na naszych ulicach dominowały jeszcze maluchy, syrenki, duże fiaty, ekskluzywną zaś maszyną był polonez. I choć czasem można było trafić na zagraniczne bryki, to pewnie musiałby uznać wyższość Wehikułu. Odrapany Wehikuł skonstruowany przez wuja Gromiłłę przypominał łódkę na kołach. Krył w sobie, co oczywiście wiedzieliśmy, silnik Ferrari 410 i przynajmniej raz w każdym Samochodziku pokazywał swoje możliwości, rozpędzając się do prędkości 200 km na godzinę. Co więcej mógł pełnić funkcję amfibii. Kierowcą jego był Pan Tomasz, człek niezbyt wysportowany, ale z wielkimi talentami detektywistycznymi. Wykonywał polecenia Dyrektora Marczaka,
walczył z przemytnikami dzieł sztuki (na przykład ze zdeprawowanym Baturą), poszukiwał skarbów templariuszy i innych jeszcze dokonywał cudów.

samochodzik.jpg

Samochodziki kojarzą mi się z biblioteką w podstawówce na Matki Polki, wysłużonymi okładkami z szarego papieru. Zapach tych książek był częścią opowieści. Pamiętam jak zimą wracam ze szkoły, a w tornistrze czekają na mnie Zagadki Fromborka. Egzemplarze musiały być wysłużone i siermiężne jak sam Wehikuł. Z odciskami palców. Plamami po kakao i wyrobach czekoladopodobnych. Bez tego nie było klimatu! B. zbiera całą białą serię Pojezierza z ilustracjami Kobylińskiego. Taki wyraz generacyjnego bibliofilstwa.

Zawrat

4 komentarzy

Ślubna, moje kochanie, kobieta niewdzięczna i próżna, dowie się z bloga o mojej wyprawie w góry. Zimą poniosę swoje jedenaście chirurgicznych blizn na Zawrat.

Będzie to wymagało długich przygotowań. Trzeba będzie sprężyć się finansowo, zebrać ekwipunek. Zaprawione w bojach buty, które oglądały Tatry, Alpy, Pireneje, poniosły mnie w pielgrzymce do Ostrej Bramy, borach Litwy, zaliczyły każdą dziurę Kaszub i cztery harpagany w tym roku przejdą na wieczny spoczynek. Koniecznie kupić nowe.
Kijki teleskopowe na szczęście mam. Jeszcze raki, czekan. Przez kilka miesięcy treningi kondycyjne na oliwskich pagórkach. A potem w drogę! Nigdy nie byłem w górach zimą, więc wyprawa będzie trudna i niebezpieczna.

Jeśli ktoś chrzanił, że jestem za mało męski, teraz to odszczeka. Mam zamiar zrobić coś ordynarnie, obskurnie męskiego. Ślubnej zaś, którą kocham niezmiennie (choć doprawdy nie wiem za co) dedykuję wiersz Piwkowskiej Co przynoszą mężczyźni

Z podróży

2 komentarzy

Dokładnie od roku prowadzę te blogowe zapiski.„Pisanie o sobie to strata czasu. Człowiek za dużo ściemnia. Nie będzie tu więc spisywania życia na notki. Założyłem sobie bloga,
żeby wyruszyć w podróż.”
– To ja z sierpnia 2006. Pewny, że mam czas i kontrolę. Wtedy moje życie wydawało mi się stabilne i przewidywalne jak notka na okładce.

Dureń.

Pirates

3 komentarzy

Trzask, trzask, trzask! Mój okręcik sunie przez monochromatyczny monitor starego peceta. Nagle fregata na horyzoncie i argh!!! To Baron Mendoza! Szybki pojedynek na rapiery. Sztychy, pchnięcia, obrony… Zatapiam szpadę po rękojeść w ciele wroga. Pirackie
mordy śmieją się z ekranu. Jest 1642 rok, jestem Anglikiem, mam swój piękny okręt, za jego burtą zaczynają się Karaiby. Kawał życia spędziłem na nieprawdziwych przygodach. Gdybym jednak miał czas, pewnie jeszcze bym w Pirates pograł. Chyba najbardziej pociągała mnie historyczne tło i iluzja, że bohater mój miał swoją biografię, żonę w bezpiecznym porcie i wysoki stopień wojskowy. Stoczyć bitwę i uratować piękną, choćby w rozdzielczości starej karty EGA.

Siekiera

4 komentarzy

czy tu się głowy ścina
czy zjedli tu Murzyna
czy leży tu Madonna
czy tu jest jazda konna
siekiera

siekiera.jpg

Nastrój podły. Nie mam ochoty już na ckliwe wspomnienia z dzieciństwa. Dzisiaj nostalgia inaczej. W roku 1984 nie słuchałem Rozgłośni Harcerskiej, która puszczała wtedy nagrania Siekiery. Na szczęście B. pożyczył mi kasetę i mogłem poczuć klimat. Na kserowanej okładce, niewyraźne punki, wyglądający jak krewni i znajomi diabła. Dźwięk jeszcze lepszy – cieżkie rzeżenie gitar i ryk, jak głosi podpis, należący do Budzego. Rzeź. „Łącznie cała legenda Siekiery to niecały rok działalności, zamykający się w zaledwie sześciu koncertach na pięciu imprezach w trzech miastach.” – możemy przeczytać w wikipedii. Teksty trzeba odszyfrować w SIECI, inaczej słyszymy co trzecie słowo. Ale w zasadzie lepiej ich nie słyszeć. Lepiej brzmią, kiedy są niewyraźne. Ten zlepek dźwięków to skumulowana zła energia, którą chce się z siebie wyrzucić i zapomnieć. Zostają pojedyncze frazy i refreny. „Nadchodzi zwykłe świństwo/ Kompletne skurwysyństwo”, „Kierunek atak!”, „Ładuj działo, ładuj czołg”, „Wojna, wojna, nasza wojna”, „Wojowniku, zabij ich!”, „Będzie krwawa rzeź”, „nie potrzebny żaden cel/ żaden marny cel”.

Chciałem napisać coś o powstaniu. Ale co ja mogę wiedzieć o powstaniu? To prawda, że chłopaki nie płaczą. Bo „chłopaki” to nie mężczyźni. To maski, które przyjmuje się za dobrą monetę. Czytałem książkę Bohatera. Wspaniały mężczyzna, wielki intelekt a przy tym ktoś odważny. Były więzień Auschwitz, zołnierz AK, powstaniec, potem długoletni więzień polityczny w stalinowskim mamrze. Z całej książki najbardziej zapamiętałem to, że po latach tej odwagi, otwartych i konspiracyjnych zmagań, napisał, że ma nerwicę i łyka tabletki. Bohater nie był twardy, to życie wymuszało na nim twardość ponad siły. Jest zatem silny nie mocą swojego nazwiska ani książek czy odznaczeń. Autorytet jego nie jest autorytetem starca, ale autorytetem twarzy, która wyszła zwycięsko z różnych ekstremalnych doświadczeń. Taką twarzą chciałoby się być. A nie twarzą oportunisty czy przerażonego cywila. I tyle o powstaniu.


  • RSS