nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

Jest taka książka, która przeczytałem rok temu dopiero. Po śmierci mojego dziadka, który był kapitanem żeglugi wielkiej. Książka nazywa się Znaczy kapitan. Rzecz można streścić tak: młody oficer pływa pod „znaczy kapitanem”. Znaczy ten kapitan zaczyna prawie każde zdanie od „znaczy”. Jest człowiekiem skrytym i wzorowym. Posągiem. Kapitanem. Ale stopniowo maska z niego spada i zza niej wyłania się szorstki człowiek o wielkiej sile ducha, nie pozbawiony śmieszności, ale przecież znaczny ktoś. To książka o więzi, która zawiązuje się między młodym oficerem a kapitanem. O uczniu i mistrzu. O męskiej przyjaźni. Ale kiedy staną na równi – młody oficer Karol Olgierd Borchardt i „znaczy kapitan” tzn. Mamert Stankiewicz, wybucha wojna. I Kapitan umiera śmiercią kapitana. Tyle.

Znaczykapitan.jpg

W nowym numerze LAMPY(nr 9) trzy moje wiersze: Elegia dla Iana Curtisa, Kwestionariusz Christy oraz Pisanie.

lampa92007.jpg

Gott mit uns

5 komentarzy

Mrok, gangrena, mór, pożoga.
Szpon zakonny krucyfiks dzierży, krtań zdławiona
Kruk na płaszczu z czarnym krzyżem, pawim czubem
Dąb zakwitły w kwiat wisielczy, tkany sznurem

(Lao Che, Komtur)

wa.jpg

Sam już nie wiem, co było pierwsze: powieść Sienkiewicza czy film Forda. Zresztą to nieważne. Miałem osiem lat czytałem o rzezi w Szczytnie, którą sprawił braciom zakonnym Jurand kładąc dziewięć trupów. Pamiętam jak mózg komtura Danvelda rozpryskiwał się na posadzce. Pół bitwy grunwaldzkiej znałem kiedyś na pamięć, od momentu „już serca w obu wojskach biły jak młoty, ale trąby nie dawały jeszcze znaku do boju”. I później ten kawałek o chłopach miejscowych, co powłazili na dęby, żeby oglądać te zapasy wojsk tak straszliwe… Pęd Litwy, która poszła wedle zwyczaju od razu wskok…

Ale co najbardziej chyba z powieści czuję to lęk – przed obcymi rycerzami zakutymi w stal. Fascynowali mnie niczym czarni jeźdźcy u Tolkiena. Taki Zygfryd de Lewe był potworem w płaszczu, bardziej był demonem niż człowiekiem. W filmie, mama zawsze kazała wychodzić mi z pokoju, kiedy oślepiano Juranda. Później mieliśmy film na video. Obejrzałem go kilkadziesiąt razy. Kiedy dochodziło do „sceny” grzecznie opuszczałem pokój. Samorzutnie, nawet wtedy, gdy rodziców nie było w domu. Odważyłem się spojrzeć na nią dopiero w liceum. To, co urosło mi w głowie było straszniejsze od tego, co ujrzałem na ekranie.

Wiele nasi pisarze dołożyli starań, żebyśmy bali się Krzyżaków. Począwszy od Mickiewicza, gdzie zawsze nieśli Litwie śmierć i zniszczenie, poprzez wspomnianego już Sienkiewicza, po Żeromskiego, który w Wietrze do morza pisze wprost o Zakonie jako sługach szatana (Smętka). Potem w filmie Forda rycerze krzyczeli: wielki mistrz zakonu, heil! Heil! Heil! Jakby sam fuhrer na koń siadał.


  • RSS