nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Pikieliszki. Tutaj w latach trzydziestych Piłsudski spędzał letnie miesiące. Dziadek Bogdanowicz wspominał, że można było zobaczyć „dziadka w maciejówce”, jak przechadza się między drzewami parku. Piłsudski lubił tu spędzać letnie miesiące. Córki Piłsudskich podczas przejażdżki zajechały nawet kiedyś do gospodarstwa moich pradziadków po mleko.

staryPilsudski.jpg

Do Pikieliszek dotarłem pieszo z Mejszagoły. Długa na kilometr lipowa aleja prowadząca do dworu marszałka nosiła nazwę Pilsudski Gatve. Chyba nie do pomyślenia w innych rejonach Litwy. Dwór był w remoncie. Mieścić się w nim miała biblioteka i polski samorząd. Zszedłem nad niewielkie jezioro, usiadłem na niewielkim pomoście. Jakże teraz czyta mi się to, co pisze schorowany Marszałek pisał w liście na zjazd legionistów w Warszawie:

Pikieliszki, 4 VIII 1933 r.

Kochani przyjaciele!

Na Wasz Zjazd w Warszawie – nie mogąc przyjechać – piszę list. Kiedy teraz na brzegu pięknego podwileńskiego jeziora siedzę i słucham, cichego szmeru łagodnie pluszczącej fali – wspominam dzieje swojej burzliwej pełnej przygód przeszłości (…) Chwile, gdy aż łamały się z bólu i zmęczenia, gdy czoła zroszone były nie tylko potem, ale często i krwią – a ja nawoływać musiałem do trwania i wytrzymałości. (…) I – dziwnym zbiegiem okoliczności – jednocześnie, gdy chwile grozy przypominam – w modrych falach jeziora widzę – oczy tak mi miłe i tak szczerze kochane – oczy dziecka, pełne zachwytu i pełne ciekawości.
A zawsze, myślę, że tak żyć jak żyłem – warto było – warto było ten ból i zmęczenie przezwyciężać – jak przezwyciężałem.

(Tekst na podstawie Józef Piłsudski, Wybór pism, wyb i opr. Włodzimierz Suleja, Wrocław, Ossolineum 1999).

Na drodze donikąd

7 komentarzy

Kiedy rok temu umarł mój dziadek, udałem się z pieszą pielgrzymką do Ostrej Bramy. W pamięci miałem pamiętnik napisany dziadkową ręką, gdzie starzejącym się, coraz bardziej chwiejnym pismem, opisywał okolice swojego dzieciństwa – rejony Wielkich Solecznik, w połowie drogi do Lidy oraz miasteczka Podbrzezie w powiecie wileńskim. W głowie miałem odręczne mapki, zaskakująco dokładne, a przecież naszkicowane bez pomocy mapy. Ta notka zaczyna się w miejscu, kiedy autobusy z pielgrzymami wracają do Polski a ja udaję się na teraz już samotną-prywatną wędrówkę po rodzinnych stronach. Puste szosy Litwy, potężne świerkowe bory, w których czuć daleki oddech Syberii, leżące odłogiem pola, ślady po wsiach, zarosłe trawą ściany, zapadające się w przeszłość stare chaty i pochyłe płoty i pośród tego wszystkie samotność. Wsiadałem wczesnym ranem w pierwszy lepszy autobus
do jakichś Solecznik, do jakiejś Mejszagoły i poźniej trzydzieści-czterdzieści kilometrów wędrowałem w kresowym skwarze, spalony słońcem jakbym wyszedł z kadru filmu
Michałkowa. Wszystkie drogi prowadziły mnie gdzieś, ale właściwie donikąd – było to chodzenie po śladach, ale świat opisany przez dziadka Bogdanowicza nie istniał, pozostał tylko pejzaż, ziemia wchłaniająca w głąb ludzkie losy. Wszedłem do rodzinnej wsi dziadka, wszedłem w nazwę Paskowszczyzna, zebrałem garść ziemi.

mackiewicz.jpg

Wiem, że o tym napiszę. O dziadku Bogdanowiczu. O mojej wędrówce. O Drodze donikąd Józefa Mackiewicza. Już to gdzieś się układa, właściwie już jest ułożone. Ta książka tkwi we mnie głęboko, i tamten lipiec.

Dowódca oddziału, porucznik padł prowadząc swych ludzi do ataku. (…) Leży na brzuchu, lewe ramię zgięte na głowie. Jego rysy, które widzę z profilu są delikatne i regularne, otoczone krzaczastą brodą, jasną, choć wydaje się szpakowata od kurzu, jest jeszcze młody, trzydzieści pięć do czterdziestu najwyżej lat. Wyraz jego twarzy jest niezmiernie spokojny. Pochylam się nad identyfikatorem: Peguy. (z relacji komendanta Dufestre, Le Figaro 8 listopada 1932).

peguy.jpg

Był 6 września 1914 r. trwała bitwa nad Marną. Porucznik Peguy był Charlesem Peguy (1873-1914), francuskim poetą, katolikiem. Jakieś trzy lata temu miałem w ręce jego tomik wierszy wydany dawno przez PAX. Otwierał go poemat o nadziei. O tym, że nadzieja jest trudniejsza od miłości i wiary. Jest w tym spostrzeżeniu wiele słuszności. Wiara owszem mocna, miłość – prawdziwa. Ale nadzieja? Chciałbym napisać wiersz o martwym spokoju porucznika Peguy z 276 kompanii. Przecież dla niego, poległego żołnierza, wynik wojny jest nieznany. Może być równie dobrze przegrana. Może Paryż zdobędą Niemcy i powiedzie się morderczy plan von Schlieffena? Tymczasem wyraz twarzy zmarłego jest spokojny.

Nadzieja jest „teraz”.
To nie jutro, które nie przyjdzie
nigdy

W najnowszej „FRONDZIE” nr 43 mój tekst o Trylogii czytanej przez Dzikie serce Johna Eldredge’a, którego fragmenty o Panu Michale i Podbipięcie były już publikowane na tym blogu. Ale tekst wykracza poza wspominki cyt:
Bo jest czas Sienkiewicza i czas Gombrowicza. Jednego drugim nie można się wyprzeć. Kto to zrobił, już wpadł w pułapkę, znalazł się na jednym z biegunów polskości. Wybrał jeden z dwóch typów naszej egzystencji. Przerysowanej. Jakby była wzięta z komiksu. To piekło nasze Polska. I niebo – niespełniona nigdy Rzeczpospolita.

fronda43.jpg

Kolejny „wrzeszczański” tekst nieodłącznie związany z dzieciństwem i dorastaniem. Mój szkic 20 lat z Weiserem w najnowszym (83)numerze „Przeglądu Politycznego”.

Przegląd Polityczny nr 83


  • RSS