nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

Bernanos

Brak komentarzy

Mój artykuł o Bernanosie do przeczytania na stronach „Gościa Niedzielnego”

Cel wyprawy był prosty. Pojechać na granicę polsko-niemiecką. Przekroczyć. Wrócić. 

Pomysł wyprysł samoistnie. Pretekst? Koncert Haydamaków na Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij.  To wystarczyło, żeby przejechać 394 km pociągiem i wysiąść w Gryfinie. Telegraficzny skrót nie ujmie tego, co działo się po drodze:opowieści współpasażerów mogłyby się rozwinąć w odrębne narracje. Dość powiedzieć, że trafiliśmy na maszynistę-weterana, który jechał do pracy. Wsiąść w Tczewie, wysiąść w Słupsku, poprowadzić pociąg z powrotem. Ciężka praca, którą trzeba kochać aby wytrwać. Nerwowy rytm zmian, odwrócona kolejność snu i nocy. Przeszłość maszynisty – kilka epok kolei. Pamiętał surowych mentorów z międzywojnia. Ich etos, który szorstko starali się zaszczepić młodszym. Zaczynał od parowozów, przeszedł przez spalinówki i elektryfikację. Wyobraźcie sobie tylko, co z tej opowieści zrobiłby na przykład Nowakowski. Potok mowy, świat odbity w pojedynczości , zamykający w sobie kawałek świata, sam w sobie będący światem, od pierwszego akapitu do ostatniej kropki. Przydałby się notes, bo ciężko spamiętać kolejarski slang. Po kilku dniach wszystko rozmazuje się, ubywa konkretów. Jazda na „petach”, zużyte obręcze. Albo drugi współpasażer celnik, pasjonat militariów. Na starej mapie Wolina pokazał wszystkie niezaznaczone wyrzutnie rakiet i pozostałości bunkrów. Spod powierzchni mapy i polskich nazw wychynęła nazistowska przeszłość, ziemia zryta korytarzami, schronami, pełna niewypałów, wojennego żelastwa. 

 
No więc wysiadamy około 20 w Gryfinie i jest nam lekko na duszy. Nie wiemy, gdzie będziemy spać, ani co noc nam przyniesie. I właśnie dlatego jest fajnie,. W Gryfinie rządzą dziś Haydamaky. Muzyka prawdziwych mołojców. Ostro i melancholijnie, z wykopem  Sami nazywają siebie Ukrainian Dub Machine, a muzykę którą grają Hucuł-Punk i Karpatian-Ska. Chłopaki w trasie. Promują nową płytę. Po drodze m.in. Zurich, Wiedeń, Monachium,  Berlin, Norymberga, Bruksela, Kolonia, Kopenhaga, Sztokholm no i…  Gryfino. Wszystko w trzy tygodnie. Rozmowa z nimi jest trochę nierealna, w Gryfińskim Domu Kultury dyskusje o historii Ukrainy i kardynale Huzarze. Jest druga w nocy, kiedy rozbijamy się na wyspie na Odrze. Tak mija czwartek. 

spanie nad śluzą

O siódmej okazuje się, że jesteśmy tuż nad śluzą. Z trzech stron woda, szuwary. Ptaki zrywające się do lotu. Ziąb, mżawka. Po drugiej stronie rzeki panorama miasta, gotycka wieża i komunistyczne dziesięciopiętrowe babole. Za mostem kocie łby, zrekonstruowane? Wchodzimy do Niemiec. Pusto. Wspinamy się na Stettiner Berg. Wypucowana wioska Mecherin u stóp. Dacze, bluszcze, szkło, BMW i mercedesy śpiące w garażach, trawniki jak z legolandu. Ale są też stare szopy i mech na dachu. Można żyć. W środku wsi krzyż wymieniający poległych mieszkańców wsi podczas I wojny światowej. Przypominają się czytane niedawno Stalowe burze Jungera. Lista nazwisk jest długa, wioska malutka, wykrwawiła się pod Verdun. Na poboczu drogi kamień i wyraźne, podkreślone litery Heimat wir liebendich.

Heimat
 
Wieczorem w Szczecinie włóczęga po chaotycznych ulicach. Jest bardziej kolorowo niż na nudnych pocztówkach. Nad Odrą czuć bliskość morza. W tle elewator i dźwigi. Na schodach o tej porze oprócz nas nikogo. Wjazd windą na 22 piętro wieżowca i przejście śmierdzących namiotową nocą włóczykijów przez snobistyczne cafe. Za chwilę zjazd. W domu u Jaremy  wspominki o całej jaskrawości, odsłuchiwanie zakupionego hajdamackiego Kobzara i The Ukrainians przy wińsku domowej roboty, którą Bart przyźwigał w plastikowej butelce po wodzie Dobrawa i spaghetti. Tak kończy się piątek. 

Rano  znów w trasie – osobówka do Międzyzdrojów zamienia się w surrealistyczny wagon niczym z Kabaretu Starszych Panów. Z Międzyzdrojów wędrówka przez Wolin, wzdłuż plaży, najwyższego klifu w Polsce. Potem przez  odkrywanie dziewiczych jeziorek w głębi lasu. (Opisy przyrody, opisy przyrody, cieniste fotki, gałęzie, wodne migotania, odblaski). Tego dnia 20 km z plecakami. Nocleg pod namiotem, opodal zagajnika, sto metrów od linii kolejowej. Dwa piwa wychylone w noc i głuszę.
 

granica

Niedziela zaczyna się od marszu przez las, koło zagrody żubrów. Przejazd pociągiem do Świnoujścia.  W Świnoujściu prom na Uznam. Miasto klockowate, odrapane, możnaby tu i dziś cykać nudne komunistyczne pocztówki. Więc jak najszybciej dalej. Drugie śniadanie okrakiem na granicy. Granica-widmo, bez zasieków. Domyka się nam ta wycieczka z inną – z 4 listopada 2006, kiedy w huraganowym wietrze doszliśmy do zachodnich rubieży Rosji na Mierzei Wiślanej. Marsz plażą do Ahlbeck. Na molo rozkładamy się jak wschodni nomadzi, postacie z prozy Stasiuka.  Oblepieni swoim potem, wymięci, nieogoleni, w bojówkach, czapkach przypominamy zwiad czeczeńskiego komando. Cykamy zawadiackie fotki. Chodzimy po obcym obszarze językowym. Promenada wypicowana na połysk. Wille robią wrażenie. Odnowione napisy szwabachą. Do Świnoujścia prowadzi rowerowa ścieżka. Miasto od strony morza pokazuje swoją atrakcyjniejszą twarz. Przychodzi SMS od Czerskiego –iśniło mu się, że na Wolinie spotkał lekarza prowadzącego kazirodcze eksperymenty połączone z eksterminacją domowych gości. Kiedy się obudził, czekał na niego SMS zaczynający się od słów – jesteśmy na wyspie Wolin.  Ale nasz wyprawa  właśnie się kończy. Wracamy. 

W Księdze Janion. Esej Przez konkret do mitu. Rzecz o żywotności polskiego romantyzmu dziś. Pomarańczowa rewolucja, Jan Paweł  II i Lao Che slużą tu za argumenty.  

okładka ks. Janion

Cebula i Panzerpapst, „Przegląd Polityczny” nr 85 - Jako najmłodszy uczestnik  „obierania” cebuli Grassa. O ”autobiografii” noblisty  piszą tam m.in. związani z Gdańskiem autorzy – Abramowicz, Zalesiński, Jurewicz, Majchrowski, Pawlak, Żakiewicz.

Przegląd Polityczny
 

Tekstylia w sosie ideolo, „Topos” 2007 nr 6.  Co myślę o ostatnim wydaniu słownika.

Topos

 


  • RSS