nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

W czasie studiów współtworzyłem…. 

Kiedy dzięki umiejętnościom programowania swojego brata założyłem swój serwis literacki „Teczka” reklamowałem go przede wszystkim „w realu”. Kserowałem plakaty przygotowane w wordzie i razem z Jackiem Kiszczakiem ruszaliśmy w miasto rozlepiać je na dworcach, płotach, słupach z ogłoszeniami a nawet drzewach w okolicach uczelni i liceów. Zima, mróz, ukośnie padający śnieg i my z taśmą klejącą, pudełkiem pinesek podbijający świat. Bo istniał świat… Chciałoby się dopowiedzieć. A tak wyglądał nas kiszczak’s plakat:

plakat Kiszczaka

Literatura wydawała mi się wtedy czymś bez porównania ważniejszym niż dzisiaj, chociaż miałem o niej dużo bledsze pojęci. Sądzę nawet, że byłem dość głuchy na poezję, jak nastolatek, który słucha metalu i nie przyjmuje do wiadomości, że istnieją bardziej wyrafinowane muzyczne gusta. Nie pamiętam ilu ludzi przewinęło się przez moją skrzynkę mailową, ilu schowałem w wyświechtanej teczce. Publikowałem to, co mi się w miarę podobało i to, co jak sądziłem, spełniało wymogi warsztatowe. Mówiąc szczerze, sam byłem wtedy autorem bardzo kiepskim. Dzięki tej swojej miernej  poezji poznałem Marcina Wilkowskiego. Marcin, student historii I roku, czytał „Lampę i Iskrę Bożą” i publikował tam krótkie prozy. W sieci obśmiał moje szkaradne wierszydło „las miejski”. Dzięki Marcinowi zaczęła się przygoda zwana „Przesuwem”.


Przesuw

„Przesuw” był artzinem w starym trzecioobiegowym stylu, który wkrótce przeniósł się do sieci. Organizował wieczory muzyczne i literackie. Było nas trzech – Marcin – spiritus movens przedsięwzięcia, Dawid Majer znający światek trójmiejskiej kultury alternatywnej i ja – zaczynający zdradzać ambicje krytycznoliterackie. Pierwszy numer chłopaki (jeszcze beze mnie)  wydali wiosną  2002 roku. Publikowała tam Masłowska, która podobnie jak Marcin zaczynała drukować w „Lampie i Iskrze Bożej”. Postbrulionowy sznyt zapewniał inny „lampowy” autor Cezary Domarus, starszy od nas o dekadę, ale świeżo po pierwszej poetyckiej książce. Warto wspomnieć też z autorów publikujących w „Przesuw”  Franca (Bartka Frankiewicza) i Niedzielę, któremu Dawid poświęcił szkic O poezji niedzielnej. Wydaliśmy w sumie trzy numery, z czego dwa wyłącznie w sieci. Drukowaliśmy po równo barbarzyńców i klasycystów. Marcin zrobił stronę autorską Wojtkowi Wenclowi. WW zamienił wtedy właśnie marynarkę od garnituru  na polar i pisał Imago mundi. Ja siedziałem w klimatach lokalnych -(Trzy miasta, trzy pokolenia), odpryskiem tej działalności był numer poświęcony młodej poezji północy. Wieczory też były boskie – najbardziej zapadły mi w pamięć dwa – wyjazd naszej trójki do Rozbratu w Poznaniu oraz wieczór w Plamie – tzw. pobór, gdzie błaznowałem w hełmie Wehrmachtu i ogłaszałem stan wojenny. Potem wszystko się skończyło. Zabrakło przede wszystkim Marcina, który wyjechał do Wawy.

Wilkowski,Nowaczewski,Majer

A tak w ogóle to wszystko się przenosi na wyspy albo do Wawy a ja znowu piszę jak stary pierdziel.

PP 89

Mój szkic Pejzaze miejskiej melancholii poświęcony Orhanowi Pamukowi w 89 numerze „Przeglądu Politycznego”.

Punkt wyjścia Transatlantyk Gombrowicza, strona 9:

Dwudziestego pierwszego sierpnia 1939 roku ja na statku Chrobry do Buenos Aires przybijałem(…) Ze mną Czesław Straszewicz,
towarzysz mój, kajutę dzielił, bo obaj jako literatki, żal się Boże mało co opierzone na tę pierwszą nowego okrętu podróż zaproszeni zostaliśmy (…) Aż tu Czesław do kajuty naszej (bo wciąż na statku mieszkaliśmy) z gazetą wpada: Wojna dziś, jutro wybuchnąć musi, nie ma rady! Owoż kapitan rozkaz wydał, aby jutro statek nasz wypłynął, bo choć do Polski już się nie przedostaniemy, to pewnie gdzieś do Anglii, Szkocji brzegów dobijemy.”

Transatlantyk już czytałem. Więc teraz inaczej sobie poczytam.
No więc ja:
MS Chrobry – klik!
MS Chrobry – wprowadzony do służby 27 lipca 1939.Dwa dni później udał się w piewszą podróż do Ameryki Południowej.
Gdzie był MS Chrobry 1 września 1939 roku? (klik!)
Odp: informacja o wybuchu wojny zastała okręt w Recife.
Tam to rozmowa z: Czesław Straszewicz (klik!)
polski pisarz (1904-1963), po wojnie na emigracji w Urugwaju.
Ale co się stało z Chrobrym? (klik!)
Odp: wrócił do Southapmpton i został przebudowany na transportowiec wojska. Stamtąd (klik!)
pływał na trasie z Kanady do Glasgow. (klik!)
a w 1940 roku transportował wojska brytyjskie do Norwegii. 14 maja 1940 został zbombardowany przez przez Luftwaffe. (klik!)
Wrak leży w Vestfiordzie na pozycji 67°40′N i 13°50′E i głębokości 160 metrów.

Tymczasem Czesław Straszewicz (klik!)
dołącza do wojsk polskich w Szkocji (klik!).
służył w stopniu porucznika w 10. Brygadzie Pancernej gen. Stanisława Maczka Tam czołg najeżdża mu na nogę (sic!)
Następnie (klik)
został skierowany do polskiej rozgłośni radiowej „Świt” w Bletchley, stąd był odkomenderowany jako attaché prasowy do Urugwaju i objął kierownictwo polskiego radia w Montevideo. Tam znajduje go list od Jerzego Giedroycia (klik!)
Giedroyc pisze Próbuję jednak raz jeszcze wyrwać Pana ze sjesty południowoamerykańskiej. Nie tylko ponawiam raz jeszcze prośbę o fragment powieści czy o nowelę dla „Kultury” (którą mam nadzieję, że Pan otrzymuje), ale mam dodatkowe prośby. (…)
Druga prośba to proszę o adres Gombrowicza, który zdaje się grasuje na Pańskiej półkuli. Byłbym bardzo zobowiązany, gdyby poza podaniem mi jego adresu – zechciał go Pan od siebie zachęcić do współpracy z moim miesięcznikiem.

No i co dalej? Wydał, czy nie wydał? (klik!)
Wydał.
1953 wychodzą następujące książki w Bibliotece Kultury:
1. Witold Gombrowicz Trans–Atlantyk. Ślub.
2. George Orwell 1984.
3. Czesław Miłosz Zniewolony umysł.
4. James Burnham Bierny opór czy wyzwolenie?
5. Czesław Miłosz Światło dzienne. (Poezje).
6. Czesław Straszewicz Turyści z bocianich gniazd.
Na tym jednak nie koniec. W mojej pamięci (klik!)
Częścią Turystów z bocianich gniazd jest Kociołek na Ziemowita (klik!)
Znaczy groteskowa minipowieść o UBecji w Gdańsku lat 50-tych. Czym jest kociołek? Nie, nie krwawy Kociołek, Grudzień 70 i Janek Wiśniewski padł (klik!)
lecz z pamięci (klik!)
niedawno czytanych komunistycznych publikacji o Łupaszce (klik!)
kociołek = kocioł założony przez UB w mieszkaniu. UB-ecy wchodzą do mieszkania i nikogo nie wypuszczają, dzień, dwa, tydzień,
łapią każdego kto się napatoczy do lokalu.Może partyzant, karzeł reakcji? (klik!)
a w książce Straszewicza taki kociołek mieści się w Gdańsku na Ziemowita 13 (klik!)
jest taki adres w Gdańsku.

No to wychodzę, wychodzę sprawdzić. Ziemowita 13 w Oliwie.
Dobranoc (klik!)

Mój artykuł Prawdziwe życie pułkownika Stanisława Dąbka ukazał się w Dzienniku Bałtyckim z 19.IX w dziale Opinie.

Wrzesień 1939 roku. Pagórkowate tereny wokół
Nowego Wiśnicza. Do ataku idą niemieckie czołgi, ale dostają się w
ogień polskich działek przeciwpancernych 10. Brygady Kawalerii
Zmotoryzowanej. Ogień jest skuteczny. Niektóre czołgi zaczynają płonąć.
Do kontrataku rusza polska kompania czołgów Vickers…
To nie fragment programu Bogusława Wołoszańskiego, ale produkcji Wojciecha i Bogdana Dudziaków „Eksperyment Nowy Wiśnicz”.

Mój artykuł z Gościa Niedzielnego (7 września)
Polski Wrzesień w monitorze

Cały film zrobiony przez BDF Films można zobaczyć na youtube.
Polskie czołgi Vickers w akcji.
 
Polecam:)

300 metrów od brzegu

Uwaga na elementy wystające!

tarnina:)

brrr

chłód betonu

kolos na wodzie

człowiek za burtą

lądowanie w Normandii:)

Pułkownik zrasta się z miejscem
jak z Kamieńcem, a jego śmierć
z wrześniem.
w rozpiętym płaszczu, bezsenny
kusi nasilający się ogień.

na parę chwil przed końcem
opadł ze stopnia
jak opadła Polska
z sił, liści i koni
i tylko wierni żołnierze
mówią mu „pułkowniku, pułkowniku”

a on w każdym ruchu cytuje
samego z siebie z wydawnictwa
„Podchorążówka” przeznaczonego
dla baonu w Zambrowie
 
rozpatrując walkę…
z jej morderczością,
z jej pełnymi grozy sytuacjami,
widzimy że wymaga ona ogromnej
tężyzny ducha, wielkiej zdolnośći
pokonywania wszelkich przeżyć wewnętrznych…

zdanie uświęca cel
i dąży do kropki niezachwianie.
osobisty strzał jest ledwo słyszalny
w ogólnej kanonadzie, tak właśnie

Polak walczy i umiera

Pułkownik Dąbek

Komentarz:

Śłowo ‚Pułkownik’ na Oksywiu zrasta się z miejscem tak jak z Kamieńcem.
Pułkownik Stanisław Dąbek 19 dni i nocy bronił Gdyni i Kępy oKsywskiej przed wojskami hitlerowskimi. W dzień Polacy kulili się w płytkich rowach strzeleckich i lasach przed nawałą artylerii, lotnictwa, szturmami przeważających sił przeciwnika. W nocy rządziła jednak determinacja i bagnet. I jak w wierszu Herberta łuny i wybuchy,malowani chłopcy, bezsenni dowódcy… Co noc Pułkownik podrywał wymęczone oddziały, niósł najeżdźcy śmierć i zniszczenie. Wybaczcie jeśli moje zdania poleciały zbyt wysoko, jakbym mówił jakąś zapyziałą książką wydawnictwa MON.Nie ma rady… Jak inaczej określić ten „wprost nadludzki” wysiłek Pułkownika
i jego żołnierzy? W nerwach napiętych do ostatnich możliwości dojrzewała (a może wybuchła?) decyzja o samobójczym strzale.

Leży teraz Pułkownik na cmentarzu w Redłowie, a z nim część jego oficerów i żołnierzy, którzy położyli głowę w bitwie. Jest 2 września 2008.Pusto.Ci co walczyli o Rzeczpospolitą muszą dzielić cmentarz z sowieckimi sołdatami. Taka była logika komunistów… Położyć żołnierzy wrześniowych razem z wojskiem kraju, który wziętym do niewoli polskim oficerom strzelał w tył głowy za to, że byli polskimi oficerami. Jeden wieniec (szkolny, kombatancki?), na kilkaset grobów, kilka pogasłych zniczy. Na grobie Pułkownika wyryty napis „Pokazę wam jak Polak walczy i umiera”.

Chodzę po tym wyludnionej nekropolii, myślę o nowym filmie o Westerplatte (o ile powstanie), gdzie bohaterów przedstawi się jako pijaków, degeneratów szczających na portret Śmigłego-Rydza. Czytam napis na murze cmentarza ‚j…ć mohery i TP SA’
i udaję się na coraz glębszą emigrację wewnętrzną.


  • RSS