nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Sen mara

3 komentarzy

I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal
Zaświat to przecież – Kresy naszych marzeń
- Rajów utraconych w dzieciństwie rubieże

 

(Jacek Kaczmarski, Kazimierz Wierzyński)

 
Cover Grabaża

Wiersz sen-mara widnieje w wyborach Wierzyńskiego jako ostatni. Za tym ostatnim wierszem nie ma już nic. Chyba tylko ten skok w nieskończoną dal. W hospicjum księdza Dutkiewicza w Gdańsku jest piętro otwierające się na przestrzeń. Na dole aukcja obrazów odbywała się jakoś nierealnie, jakby piętro hospicjum unosiło się coraz wyżej niby pokład wielkiego powietrznego statku. Obok stała półka z książkami. Ale były to bezradne książki, porzucone chaotycznie jako element dekoracji, namiastka niby-zamieszkiwania. Przechodzili ludzie cisi, ściśnięci, zdławieni t y m. Próbowali coś mówić, co rozproszyłoby… ale i tak pod spodem było to c  o ś. 

2 komentarzy

Władysławowo-Rozewie-Jastrzębia Góra-Krokowa-Żarnowiec-Wierzchucino-Białogóra-Dębki-Żarnowiec (63 km)

 

Podróż do trzewi złotej jesieni. Konieczne z namiotem, żeby marszem połączyć ranek z wieczorem a wieczór z rankiem. W sam raz tyle, żeby odpocząć, oderwać się, zostawić się w drodze. A po drodze: klify północnego krańca Polski, lasy sosnowe oraz plantacje borówki amerykańskiej, wiejskie wesele w zgiełku klaksonów, pałac w Krokowej, z wymuskanym parkiem. Zasłużone pochłanianie pizzy. Nocleg na zapleczu iglastego zagajnika, pod spódnicami świerków snucie smętkowych opowieści o podróżach Remusa i Trąby. Rano mycie zębów i płukanie ust Galicjanką. Diabelski Kamień rzucony w wzgórze. Sylwetka Żarnowieckiego kościoła wyłaniająca się zza horyzontu. Marsz przez pluchę, przez mgły, jakieś prawdziwie niderlandzkie zawiesiny, przekraczanie granicy polsko-niemieckiej z 1939 roku, śniadanie na przystanku PKS w Wierzchucinie, kluczenie leśnymi ścieżkami i obiad w Białogórze. Powrót do Żarnowca, przez powykręcany las i ujście Piaśnicy, koło domku na bagnach, który ktoś nazwał Floryda. Punktualnie na ostatni autobus, w którym spotyka się znajomych i urwane wątki przeszłości.

 

A tak swoją drogą…

 

Życie i przygody Remusa to książka niezwykła, nazwałbym ją czymś w rodzaju hobbita przeniesionego w kaszubskie universum XIX-stulecia. Z wrogami, którymi są pruscy żandarmi i ubierający się z niemiecka diabeł-Smętek. Świat schyłkowy, jak Śródziemie z Władcy Pierścieni. Jak Szara Przystań, za którą kończy się świat, ten świat.  

30…

13 komentarzy

Amsterdam

kiedyś kończy się każda noc

i każde spadanie. jeszcze raz zwycięża

lot. znów burzy się krew

i rwie się głos aby śpiewać świt.

i jest to jak powrót z dalekiej podróży

by zacząć pieśń i podróż nową

słuchaj, jeszcze wszystko śpi wokoło

jak w wielkiej elegii dla Johna Donne’a,

ale przecież, przecież znowu maj

światło zaraz wybuchnie za wzgórzem.

Jacques Brel śpiewa Amsterdam.

chwyć się obłoków, chwyć

się promyka, mgnienia oczu, melodii.

jest jakaś furia nad drganiem morza,

jakieś napięcie w strunach wiatru,

w twardych kościach masztów.

Amsterdam? gdzie jest ten port,

może tu, gdzie ściska gardło,

to wzruszenie, jakiś szloch,

jakiś ból. kiedyś kończy się każda noc.

słuchaj, jak ciszę przesiąka krzyk.

wejdź w tło, w łopot harmonijek,

w chmurność pianina i raz jeszcze wejdź

w to ciało, wyrzucone na brzeg.

o życie, jeśli kiedyś bym jeszcze

w ciebie zwątpił, gdybym cię nie miał

w sobie, miłości, przypomnijcie mi

siostrzyczki ten głos  Amsterdam, Amsterdam!

skoro to śpiewa umarły, to już

nie boję się żyć. skoro to śpiewa umarły

nie zginie Amsterdam. oto imię

wszystkich portów, w których  wino

przeistacza się w śpiew.

Amsterdam! Amsterdam!

brzmienie  gorejących krzewów,

dotkliwość dzikich róż.

jest jeszcze pasja i jest smak,

i jeszcze tęsknota, za czymś nieznanym

co dzisiaj nazwijmy: Amsterdam,  

Amsterdam!
Amsterdam!

 Gdynia, maj 2008


  • RSS