nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2009

Wojciech Kass, Wojciech Czerniewicz

W Piątek 19 czerwca odbyło się kolejne spotkanie poetyckie z „Zejmanie” – tym razem wystąpiili: Wojciech Kass, poeta, kustosz Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu oraz młody poeta Wojciech Czerniewicz.  

Jak trafić?

Piotr K. Matczuk Retroświat na jutro

19 maja br. miała miejsce premiera zarejestrowanego w lutym w Radiu Gdańsk albumu Piotra Kajetana Matczuka Retroświat na jutro.
Na płycie można znaleźć m.in. wykonywane w konwencji poezji śpiewanej przez młodych utalentowanych muzyków (Piotr Kajetan Matczuk - muzyka, pianino, śpiew; Marcin Skaba - skrzypce) wiersze Jana Kochanowskiego, Franciszka Karpińskiego, Ignacego Krasickiego i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. W tym doborowym towarzystwie figuruje także mój wiersz działki.

Płytę można kupić tu:

Pięć tysięcy mieszkańców. Stolica diecezji. Tu zdarzyło się literalnie wszystko, co było ważne w moim życiu. Jedna ulica prowadzi z dworca na rynek, druga z rynku, obok katedry, do Starogardu Gdańskiego, z tym, że za mostem rozgałęzia się w kierunku cmentarza nad rzeką.
(…)Tu będę chyba mieszkał do śmierci. Że takie małe miasteczko? Po tylu podróżach wiadomo już mniej więcej, że świat może być jedną rzeką, jednym kościołem, jedną ulicą, drzewem za oknem, odrobiną książek, płyt i – last but not least – kilku dobrymi ludźmi.

Ks. Janusz St. Pasierb, Gałęzie i liście, wyd. II, Pelplin 2002, s. 138.

Kiedy pójdziemy prawą gałęzią ulicy idącej w kierunku Starogardu – to znaczy Podgórną, dojdziemy do cmentarza. Środkową aleją dotrzemy do dużego krzyża – po prawej jego stronie w kwaterze razem z innymi duchownymi spoczywa ks. Janusz Stanisław Pasierb. Grób jest dość niezwykły – w płytę zgodnie z życzeniem poety wmurowano sporych rozmiarów polny głaz. Ksiądz Pasierb jest jak pelplińska katedra – nie spodziewalibyśmy się w małym kociewskim mieście intelektualisty europejskiego formatu. Nic dziwnego,
że Pelplin jest dumny z tego, że właśnie tu żył i pisał. Jest jest ulica i szkoła jego imienia, jest i realizowany z rozmachem festiwal poetycki, który w tym roku odbył się właśnie po raz czternasty. Wielu na zbitkę słów poeta-kapłan reaguje grymasem spodziewając się czułostkowego franciszkanizmu lub dewocyjnych aktów strzelistych. Pasierb wyłamuje się z tych schematów, ale znaczący jest również jego dorobek eseistyczny, zaś formy dziennikowe można śmiało zestawiać z Herlingiem Grudzińskim bądź Gombrowiczem. Z tym ostatnim zresztą ks. Pasierb się spotkał w Argentynie i przeprowadził wywiad dla „Tygodnika Powszechnego”. Ciekawa to była konfrontacja, zwłaszcza gdy rozmowa zeszła na stosunek Gombrowicza do katolicyzmu. To Pasierb stał się w tym momencie światowcem a Gombrowicz ziemianinem z powiatu.

O tym wszystkim sobie myślałem, gdy w pauzie między kolejnymi punktami programu festwalowego zapuszczałem się w gubiące się w parkowej przestrzeni uliczki Pelplina. O ulicy Kanonickiej ks. Pasierb pisze, że prowadzi donikąd i kończy się jednym z ładnych stylowych domów kanonickich z XIX wieku, które w Pelplinie nazywa się kuriami. Nie ma tu żadnego ruchu. Jest to chyba najbezpieczniejsza ulica świata, nie otwierająca się na żadne dalekie czy groźne perspektywy. Jeśli nawet jest tu teraz trochę straszno, to tylko w tym stopniu, że mogłaby się tu dziać jakaś somnambuliczna powieść Julien Greena. (s. 139). Czyżby? Zaraz potem pisze autor „Gałęzi i liści” o wymordowanych przez Niemców w 1939 roku pelplińskich kanonikach, których wraz z licealnymi
kolegami ekshumował zaraz po wojnie.

Bezpieczeństwo, nienaruszalność tego miejsca jest więc złudzeniem; na fotografiach być może trwa nadal- Jacek Dehnel w „Lali” może się porrtretować na tle katedralnych witraży i czuć się jak dobrze sytuowany turysta z laseczką A.D. 1923. Ale nie przelatywałbym też od razu do katedry – nie zapomniałbym rzecz jasna o pogrzebanych tu kilkuset napoleońskich żołnierzach,  poczytałbym, co jest nabazgrane sprayem na burych blokach, zauważyłbym, ze w hali starej cukrowni powstała galeria handlowa, zajrzałbym do piwnego baru a może i jakiegoś pubu (ponoć jest) gdyby godzina nie była tak ranna. Pomyślałbym, co stanie się z tym miejscem,gdy nadal tylu młodych będzie zmuszonych do wyjazdu…Jestem przecież łazikiem stasiukopodobnym a nie klasycyzującym akwarelistą. Zapisuję więc ślady swoich glanów; dudnią po korytarzach pelplińskiego liceum; w sali kominkowej podczas spotkania leci Joy Division. Ale być może najbardziej zapamiętam piątkowy obiad w seminaryjnej stołówce – wchodzimy kiedy klerycy modlą się przed posiłkiem; nad naszymi głowami łuki. Chwilę potem, kiedy wszyscy już usiedli, słychać dźwięk zasuwanych krzeseł i brzęczenie sztućców. Głos jednego z seminarzystów buczy przez mikrofon: klerycy yks i igrek mają coś wyczyścić; latrynę – podpowiada mi jaskrawie wyobraźnia i przez chwilę czuję się jak w koszarach.

Pelplin szykuje się właśnie do ważnej rocznicy – dziesięciolecia odwiedzin Jana Pawła II. Festiwal to jedna z imprez towarzyszących dniom miasta; dlatego są miejscowi samorządowcy i biznesmeni, ściągnięto zespół góralski. I jeszcze coś – last but not least – w spotkaniu z pelplinianami zawsze odczuwałem, że wyróżniają się swoją religijnością lub po prostu – dobrocią. Tu (znów cytuję Pasierba) – nawet pogrzeb nie odbywa się w nieludzkiej pustce, bo życie jest tutejsze i śmierć jest tutejsza. Dlatego wyjeżdżam stąd by znowu powrócić.


  • RSS