nowaczewski blog

Twój nowy blog

Lego reaktywacja

11 komentarzy

lego.jpg

Duń. leg godt – „baw się dobrze”
Łac. lego – „składam”

albo po prostu klocki, dające możliwość zbudowania plastikowego świata dzięki genialnie prostemu systemowi łączenia elementów na zasadzie „wczep mnie tam, gdzie mnie nie ma” Zostały wymyślone w 1949. W latach sześćdziesiątych poszczególne komplety klocków zaczynają łączyć się ze sobą w miasto. W dziecinnych pokojach wyrastają przytulne duńskie domeczki, na miniaturowe ulice wyjeżdżają samochody, do samochodów wsiadają ludziki. 1984. Miasto rośnie nieprzerwanie, pojawiają się inne serie – cywilizacja lego podbija czasy średniowiecza i kosmos. Dociera też do Peweksu we Wrzeszczu mieszczącym się na pierwszym piętrze punktowca Olimp. Tam przez szybę obserwuję kompletny świat dwóch ludzików. Przez następne kilka lat kolejne migracje z Legolandu lądują pod choinką. Przez wigilijną noc dokładnie według instrukcji wyrastają domki jak spod igły, z intensywnego plastiku o barwie importowanej ze szczęśliwych krajów Zachodu. A potem wyrastam z zabawek i świat klocków zostaje zapomniany, zapada się gdzieś w piwnicznym pudle. Dopiero kilka dni temu zostaje ponownie powołany do życia przez szyld zabawkarskiego sklepu na placu Komorowskiego – Lego. nowe, używane, skup. Więc świat lego jest już stary. Niektóre domki mają po dwadzieścia lat i więcej. Robią się tak leciwe, że niedługo będzie je można kupić w Drohobyczu na ulicy Krokodyli. Nie wiem czemu w pamięci pałętały mi się czterocyfrowe liczby nie dające się przyłożyć do rzeczywistości. Kiedy wchodzę na stronę, gdzie zarchiwizowano światowy zasób klocków mogę poprzez ich wpisanie przywołać materię do istnienia:

6621 i oto staje się wóz strażacki! 6374 i już jest dom (dokładnie taki jak narysowano w książeczce!) 6372 i zbliżam się do początku, pod choinką czeka na mnie nierozpakowany świat.

lego6372.JPG

W XV księdze „Tytusa, Romka i A’Tomka” (1982) bohaterowie podróżujący wkrętaczem dostają się do totalitarnego państwa krasnoludków. Przaśna dyktatura krasnali przypomina komunistyczny reżim. Co ciekawe komiks wyszedł z drukarni w styczniu 1982 roku, ale pierwodruk ukazał się w Świecie Młodych” jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych. Cenzura nie zareagowała. (nie czytali komiksów?) Podczas stanu wojennego krasnal pojawił się na murach polskich miast i stał się symbolem oporu przeciwko czerwonym.Krasnale z „Tytusa, Romka i A’Tomka” poprzedzają zdziałania Pomarańczowej Alternatywy. Co prawda niektórzy twierdzą, że Pomarańczowa Alternatywa wzorowała się na anarchistycznej Partii Krasnoludków działającej w Holandii na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ale trop Papcia Chmiela trzeba także brać pod uwagę. Z pewnością natomiast pomysł z „Tytusa” zerżnął Juliusz Machulski w filmie Kingasajz (1988). Dyktatura krasnoludków, zmniejszanie opozycjonistów, Sierotka Marysia jako arcydzieło literatury krasnoludowej – to wszystko już było w księdze XV.

Tytus15.jpg

PAP z 8 września 2006 donosi, że rysownik Grzegorz Rosiński, autor „Thorgala” otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia artystyczne i zasługi dla kultury polskiej.

Wiadomość szokująca nawet jak dla kogoś, kto wychował się na komiksach Thorgala a może przee wszystkim. Pierwszy raz komiksiarz w ten sposób został uhonorowany w Polsce. Prezydent Kaczyński odznacza Kapitana Żbika? Co na to czujni posłowie LPR? To brzmi jak jakiś żart, należy mieć nadzieję, że nie chodzi o pomyłkę jak w przypadku pewnego generała.

Śpiewał ongiś Big Cyc:

Zgwałcono babcię, pobito psa
Przemyt ręczników do RPA
Skradziono cnotę nieletniej Zosi
Mamusia o ratunek prosi
(…)
Późna pora dnia, nie ma co się bać
W razie jakby co Superman z MO
Kapitan Żbik pomoże Ci

Rosiński zaczynał przygodę z komiksem właśnie pod koniec lat sześćdziesiątych cyklem o Kapitanie Żbiku. Później była „Legendarna historia Polski”, gdzie po raz pierwszy penetrował światy fantasy zamiast Thorgala w głównych rolach występowali Król Popiel, którego myszy zżarły oraz Piast Kołodziej. Wreszcie został Rosiński redaktorem magazynu „RELAX”. Tu warto wspomnieć, że to pismo we wrześniu 1978 roku zaatakował jako oburzony ojciec Stanisław Barańczak, wówczas lat 32, poeta Nowej Fali: „Związek Radziecki to w ogóle kraj, który z niejasnych dla mnie względów cieszy się dużą miłością ze strony autorów Relaxu”. I dalej pisze: „Gdyby wziąć pierwszą z brzegu rzeźbę sprzed Pałacu Kultury w Warszawie, pomalować ją na kolorowo i wprawić w usta dymek, można by jej nie odróżnić od bohaterów opowieści obrazkowych Rosińskiego czy Wróblewskiego. Bo też komiks – będzie o tym mowa – ma więcej wspólnego z socrealizmem, niżby się mogło wydawać”.

ksiazki-najgorsze.gif

Dostało się również wtedy Januszowi Chriście, którego zaatakował Barańczak za głupawy humor i oskarżył o plagiat Asterixa. Nie pozostawiając suchej nitki na polskich autorach poeta zauważa: „Komiks na Zachodzie w swoich najbardziej ambitnych wydaniach stał się już od dawna niemal pełnoprawną dziedziną sztuki „wysokiej” (o ile rozróżnienia w warunkach sztuki obecnej doby mają jeszcze jakikolwiek sens” (Patrz: S. Barańczak, Blurp! [w:] Książki najgorsze, wy. II, Poznań 1990).

szninkiel.jpeg

W 1976 roku Rosiński wyjechał na Zachód, gdzie rozpoczął współpracę z Van Hammem i stworzyli słynny cykl o Thorgalu. W Polsce pierwszy album – „Zdradzoną czarodziejkę” opublikowano w 1988 i było to dla nas, dorastających chłopaków jednym z najcenniejszych skarbów w późnym PRL. Nie wspominając już o „Szninklu” i o stronie 96 (?) – mówią o tym również dziewczyny – gdzie po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć seks.

Jednak w pewnej chwili zobaczyłem na stoisku album Myszki Miki i odruchowo wziąłem go do ręki. Nie mógł być stary, zapewne przedruk z lat siedemdziesiątych, świadczyły o tym tylna strona okładki oraz cena sprzedaży. Otworzyłem go pośrodku.
-To nie oryginał, bo one są dwubarwne, ceglaste i brązowe a ten wydrukowano w kolorach białym i niebieskim.
-Skąd ty to wiesz?
-Nie mam pojęcia. Po prostu wiem.
-Ale okładka odtwarza oryginał. Popatrz na datę i cenę: tysiąc dziewięćset trzydzieści siedem, jeden lir pięćdziesiąt.
Skarb Klarabelli, wypisano wielkimi literami na wielobarwnej okładce.

Umberto Eco, Tajemniczy płomień królowej Loany, Warszawa 2005, s. 78.

eco.jpeg

Bohater powieści Eco traci pamięć, zatem jakby nie było całą biografię. Zaczyna ją odzyskiwać kiedy trafia na stary komiks o Myszce Miki. Idąc tym tropem wyjeżdża do rodzinnego domu, gdzie na strychu zmagazynowane są papiery z okresu jego dzieciństwa. Eco urodził się w 1932, dorasta więc w faszystowskich Włoszech. „Tajemniczy płomień królowej Loany” pozwala nam odbyć podróż w głąb popkultury czasów Mussoliniego. Niezwykła perspektywa, bo autor porusza się po kartach dziecięcych książek i komiksów, podczas gdy na świecie trwa wojna. Pamięć to śmietnik. No bo w sumie po co bohaterowi wspomnienie o Myszce Miki i Horacym Chomącie szukających skarbu Klarabelli? Po nic. Jest, bo jest. Ale gdy tego wspomnienia użyć – może być początkiem żeglugi. Doświadczenie, które każdemu z nas jest dostępne. Przykład: pamiętam, że pierwszy „Świat Młodych”, który kupiłem miał na ostatniej stronie komiks – Przygody Jonki, Jonka i Kleksa, „Smocze jajo:. Pamiętam też, że był to odcinek 14. Do dziś zresztą komiks ten choć przeczytałem go w całości i mam go w formie zeszytu na półce, zaczyna się dla mnie na czternastym odcinku. Nie ma początku i wprost ze środka zmierza do końca. Sam fakt nie przydałby się na nic bez Internetu. Google, dwa-trzy kliknięcia i wiem już, że kupiłem swój pierwszy „Świat Młodych” 10 czerwca 1986 roku. Nie pamiętałem jaki to był dzień tygodnia i jaki kolor wydania. Ale jeszcze dwie strony www i teraz już wiem. Wtorek. Wydanie niebieskie. Wracałem z lekcji religii w kościele na Czarnej we Wrzeszczu i w kiosku na Marchlewskiego (dziś Dmowskiego) zakupiłem egzemplarz gazety, który rzecz jasna już nie istnieje. Na ostatniej stronie deja vu – oczywiście 14 odcinek…

TOP SECRET

16 komentarzy

opt-topsecret.jpg

Pierwsze pismo o grach komputerowych w Polsce. Wyłoniło się z „Bajtka” w 1990 roku. W latach świetności miało 130 tysięcy nakładu. Niepowtarzalny klimat tworzył tzw. zepsuł; komiksy o przygodach Kopalnego, Naczelnego, Dżemika; Sir Haszak z działem „Jest Taktycznie”, niezapomniany duet Alex&Gawron no i Krzyś Kubeczko udzielający się w rubryce listy. Na „Top Secret” wychowało się pierwsze pokolenie polskich graczy, dla których liczyło się samo pismo. Nie było ono jedynie ściągą do gier, ale głosem generacji. Do tej samej publiki kierowane były „Secret Service” i „Gambler”, gazety podobne z ducha, tworzone nieraz przez ludzi, którzy startowali na łamach „Top Secretu”. Wszystkie te tytuły zaczęły znikać wraz z inwazją pism, gdzie bardziej niż druk liczyły się załączane cedeki. „Top Secret” wskrzeszono na krótko w 2002 roku, ale po czterech numerach odszedł już na zawsze.

Właściwie to można rozpisać na wersy:

debiutowałem w TOP SECRET
magazynie fanów gier komputerowych.
opisem zręcznościówki na PC
Sir Haszak znaczył dla mnie więcej
niż Marcin Świetlicki, którego nazwisko
zresztą nic mi nie mówiło. rok wcześniej
zastrzelił się Kurt Cobain, najnowszym
krążkiem Metalliki była wciąż czarna płyta
w drodze do Czech, dokładnie
21 lipca 1995 roku w Bolkowie
kupiłem nowy numer i zobaczyłem
w druku swoje przezwisko

W naturalny sposób przychodzi, mnie przynajmniej myśl pytająca, co się dzieje z milionami postarzałych komputerów. Czy one umierają? Czy mają swoje cmentarze? Czy kończą raczej na śmietniskach? Gdzie można znaleźć ich zwłoki? Składowisk zmarłych komputerów, jako rupieciarni, raczej nie ma. Muszę wyznać, że w mojej piwnicy stoi, opatulony niemal jak mumia, komputer Apple z roku 1984, który nabyłem dla syna, kiedy w Wiedniu uczęszczał do American International School. W swoim czasie był sprawny, lecz nie poważę się wyznać jaką miał moc przerobową i jaką pojemność informacyjną. Jemu przynajmniej się powiodło. Nikt go nigdzie nie wyrzucał”.

Stanisław Lem, Bomba megabitowa, Kraków 2000, s. 200.

KRZYSZTOF PIOTR KUBECZKO, „Qbek” 1978-1999. Gdańszczanin, atarowiec. Postać wyjątkowa, gdyż jako zwykły czytelnik stworzył oblicze TOP SECRET-u, pierwszego polskiego miesięcznika o grach komputerowych. Krzyś Kubeczko był przedstawicielem pokolenia graczy, które wychowało się na ośmiobitowcach – Atari XL/XE, ZX Spectrum, Commodore 64. W czasie, gdy a polskim rynku pojawiły się szesnastobitowce – amigi i pecety, KK uparcie bronił się przed tą rewolucją; przez kilka lat pisał do redakcji TS listy, gdzie w humorystyczny sposób wykładał, że Atari jest najlepszym komputerem na świecie i domagał się w TS opisów gier na ten komputer. Charakterystyczne nazwisko i absurdalność tekstów sprawiły, że szybko stał się najbardziej znanym czytelnikiem TS, „atarowcem nr 1 w Polsce”, postacią na pół legendarną, o której powstawały złośliwie dowcipy. Atakowali go zarówno ci, którzy traktowali dosłownie jego teksty, jak i ludzie ze sceny Atari, którzy wytykali mu „lamerstwo”. Faktem jest, że przejawiał na tej scenie ogromną aktywność – pisał dema, redagował środowiskowe ziny i zrobił wiele dla popularyzacji Atari w Polsce. Zginął w wypadku samochodowym 12 kwietnia 1999 roku.

Więcej o atarowskiej działalności Krzysia i jego zdjęcia tutaj

Commodore 64

4 komentarzy

to że zwiększa się rozdzielczość,
wcale nie oznacza, że widać więcej.
wczytuję się w dzieciństwo, a tam :
komputer z pamięcią 64 kilobajty

dziś kiedy wszystko jest mega,
nikt nie spojrzy na to, co kiedyś było
cudem, nie tylko techniki. któż bowiem
pojmie, że słaba grafika była bliżej

tego co niewidzialne.

(z tomu Commodore 64)

okladka1.jpgkomodor.jpeg

Commodore 64, C64, CBM64 – komputer domowy z lat 80. XX wieku, najlepiej sprzedający się modelem komputera w historii informatyki – 17-25 mln. egzemplarzy (oficjalny rekord Guinessa).

Nikt przed nami nie przeżywał takich emocji i pewnie nikt po nas. „Spektrumny”, „Komodory”, „Ataraki” przenikały przez żelazną kurtynę do siermiężnego PRL-u jako szczytowe osiągnięcie techniki. W końcu komputer stacji orbitalnej Mir miał pamięć zwykłego „komodora”. Nigdy już tyle nie zmieści się na 64 kilobajtach.

Mam 27 lat. Nazywam się Artur Nowaczewski i pochodzę z Wrzeszcza.
Z wykształcenia polonista. Piszę wiersze i zajmuję się krytyką literacką. Drukuję tu i tam.
Wydałem tomik wierszy „Commodore 64″ i książkę o literaturze Wybrzeża „Trzy miasta, trzy pokolenia”.
To każdy może o mnie wiedzieć. I chyba wystarczy.

Pisanie o sobie to strata czasu.
Człowiek za dużo ściemnia.
Nie będzie tu więc spisywania życia na notki.
Założyłem sobie bloga, żeby wyruszyć w podróż.
Sam jeszcze do końca nie wiem, gdzie mnie to poniesie.
Mam nadzieję, że daleko.


  • RSS