nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: artur-nowaczewski

Celebrity deathmatch nr 2
Foks vs Nowaczewski

Spotkanie z Cyklu Wrocławskie Studium Literackie pod patronatem Miesięcznika Odra oraz Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu


Wieczór autorski Darka Foksa i Artura Nowaczewskiego to drugie z cyklu
spotkań spotkań, na których chcemy zderzać różne typy liryki,
konfrontować podejścia do pisania szukając konfliktu i sporu. Chcemy
znaleźć nowe sposoby opisu sytuacji, w której jest teraz polska poezja,
wyjść poza schemat „barbarzyńcy i klasycyści”, rozruszać zastałą
sytuację, w której wszyscy są bezpiecznie okopani na swoich pozycjach.
Taki konflikt może zmienić statyczną sytuację, w jakiej znajduje się
polska poezja, zmusić poetów do otwarcia się i wyjścia poza „ogród
koncentracyjny”, podjęcia głosu. W spotkaniu czerwcowym sprawdzamy, czy
wytworzy się ferment między czołowym postmodernistą (czy to coś jeszcze
znaczy?) polskiej poezji Darkiem Foksem, a dopiero miksującym kulturę
popularną z tradycją literacką Arturem Nowaczewskim. Krytyk związany z
prawicowymi pismami „44″ i „Fronda” siądzie obok recenzenta ksiązkowego
„Machiny”. Skrzyżują rękawice na literackim ringu reprezentanci Pomorza
i Warszawy. To musi być ciekawe.

9 czerwca – Klubokawiarnia Falanster ul. Św Antoniego 23, Wrocław
Po spotkaniu odbędzie się specjalna edycja turnieju jednego wiersza z pulą nagród 600 zł

spotkanie poprowadzą:
Bartosz Sadulski & Przemek Witkowski

Darek Foks (ur. 1966) – poeta, prozaik, scenarzysta. Autor książek
poetyckich min. „Wiersze o fryzjerach”, „Misterny tren”, „Sonet drogi”,
„Ustalenia z Maastricht” oraz ostatnią „Sto najlepszych polskich reklam
i jedna niemiecka”. Za prozatorskie można uznać jego książki „Orcio”,
„Pizza weselna”, „Mer Betlejem” oraz „Wielkanoc z tygrysem”. W 2005
roku wspólnie ze Zbigniewem Liberą opublikował książkę „Co robi
łączniczka”, którą wyróżniono Nagrodą TVP Kultura i nominowano do
Nagrody Literackiej Gdynia. Pracuje w redakcji „Twórczości”. Mieszka w
Skierniewicach.

Artur Nowaczewski (ur. 1978) – polski poeta i krytyk literacki; doktor
nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Adiunkt na
Uniwersytecie Gdańskim. Wydał arkusz poetycki „Wyrywki”, tomiki wierszy
„Commodore 64″ i „Elegia dla Iana Curtisa”, książkę
historycznoliteracką „Trzy miasta, trzy pokolenia”. Współpracuje z
sopockim „Toposem”, stały współpracownik Magazynu Apokaliptycznego
„44″. Mieszka w Gdyni.

W majowej „Lampie” można znaleźć notę o Elegii dla Iana Curtisa. Paweł Kozioł pisze m.in., że zadomowiłem się w najnowszej literaturze i że zrobiłem to z wdziękiem. Mimo niewielkich rozmiarów recenzja zawiera kilka trafnych uwag. Jej autor wskazuje na patronat Zbigniewa Macheja oraz aluzje do wierszy Tadeusza Dąbrowskiego i Tomasza Różyckiego.

elegia dla iana curtisa

W latach studenckich muzyka Joy Division towarzyszyła mnie i moim
przyjaciołom podczas domowych imprez. Piliśmy wina domowej roboty,
gadaliśmy o podróżach, historii, literaturze i słuchaliśmy z winylowej
płyty kawałków zespołu Iana Curtisa. Wtedy muzyka była tłem, to był nasz
świat, jeszcze bezpieczny, ale nad którym już zbierały się czarne chmury.
Przyszedł czas, że skończyły się nasze wielkie miłości, rozpadły małżeństwa
i stałe związki a my sami rozproszyliśmy się po świecie. I tak muzyka Joy
Division stała się elegią poświęconą nam samym. Widzieliśmy w niej siebie,
kiedyś, sprzed naszych osobistych katastrof. Zmarły przedwcześnie, w wieku
23 lat, Ian Curtis okazał się odpowiednim patronem dla tego utraconego
czasu. Ian Curtis w moim życiu jako ktoś ważny, pokrewny, długo pozostawał
nierozpoznany. Dopiero dziś jakoś splatam go z własnymi latami chmurnymi,
durnymi. Ian, na tle ponurych bloków Macclesfield. Pokój Iana, juwenilia na
biurku. Bufonowaty nimb nastoletniego artysty. Ian recytujący wiersze. Ian
wiążący swój los z Debbie. „Na zawsze”. Ale i Ian wykonujący nudną pracę
biurową. Ian gapiący się w telewizor. Ian na zdjęciu z córką. Także i Ian
nie chcący dojrzeć. To przecież ktoś będący jedynie potencjalnością jeszcze,
nie skończony. Chłopak, nie mężczyzna. Ma dwadzieścia trzy lata, ale
śmierć już chodzi za nim krok w krok. Curtis to ktoś, kto różnymi gestami,
decyzjami próbuje sobie udowodnić, że ma kontrolę nad swoim życiem. Ale nie
ma…
Kiedy zawalił się dotychczasowy świat słuchałem wciąż ‚Control’. Muzyka Joy
Division z tła weszła na pierwszy plan – w samo życie, w wiersze, w ból.
Love Will Tear Us Apart…
Z „Toposem” 6/2009 właśnie ukazał się mój nowy zbiór ‚Elegia dla Iana Curtisa’, który zawiera 32 wiersze z lat 2005-2008…

Piotr K. Matczuk Retroświat na jutro

19 maja br. miała miejsce premiera zarejestrowanego w lutym w Radiu Gdańsk albumu Piotra Kajetana Matczuka Retroświat na jutro.
Na płycie można znaleźć m.in. wykonywane w konwencji poezji śpiewanej przez młodych utalentowanych muzyków (Piotr Kajetan Matczuk - muzyka, pianino, śpiew; Marcin Skaba - skrzypce) wiersze Jana Kochanowskiego, Franciszka Karpińskiego, Ignacego Krasickiego i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. W tym doborowym towarzystwie figuruje także mój wiersz działki.

Płytę można kupić tu:

Pięć tysięcy mieszkańców. Stolica diecezji. Tu zdarzyło się literalnie wszystko, co było ważne w moim życiu. Jedna ulica prowadzi z dworca na rynek, druga z rynku, obok katedry, do Starogardu Gdańskiego, z tym, że za mostem rozgałęzia się w kierunku cmentarza nad rzeką.
(…)Tu będę chyba mieszkał do śmierci. Że takie małe miasteczko? Po tylu podróżach wiadomo już mniej więcej, że świat może być jedną rzeką, jednym kościołem, jedną ulicą, drzewem za oknem, odrobiną książek, płyt i – last but not least – kilku dobrymi ludźmi.

Ks. Janusz St. Pasierb, Gałęzie i liście, wyd. II, Pelplin 2002, s. 138.

Kiedy pójdziemy prawą gałęzią ulicy idącej w kierunku Starogardu – to znaczy Podgórną, dojdziemy do cmentarza. Środkową aleją dotrzemy do dużego krzyża – po prawej jego stronie w kwaterze razem z innymi duchownymi spoczywa ks. Janusz Stanisław Pasierb. Grób jest dość niezwykły – w płytę zgodnie z życzeniem poety wmurowano sporych rozmiarów polny głaz. Ksiądz Pasierb jest jak pelplińska katedra – nie spodziewalibyśmy się w małym kociewskim mieście intelektualisty europejskiego formatu. Nic dziwnego,
że Pelplin jest dumny z tego, że właśnie tu żył i pisał. Jest jest ulica i szkoła jego imienia, jest i realizowany z rozmachem festiwal poetycki, który w tym roku odbył się właśnie po raz czternasty. Wielu na zbitkę słów poeta-kapłan reaguje grymasem spodziewając się czułostkowego franciszkanizmu lub dewocyjnych aktów strzelistych. Pasierb wyłamuje się z tych schematów, ale znaczący jest również jego dorobek eseistyczny, zaś formy dziennikowe można śmiało zestawiać z Herlingiem Grudzińskim bądź Gombrowiczem. Z tym ostatnim zresztą ks. Pasierb się spotkał w Argentynie i przeprowadził wywiad dla „Tygodnika Powszechnego”. Ciekawa to była konfrontacja, zwłaszcza gdy rozmowa zeszła na stosunek Gombrowicza do katolicyzmu. To Pasierb stał się w tym momencie światowcem a Gombrowicz ziemianinem z powiatu.

O tym wszystkim sobie myślałem, gdy w pauzie między kolejnymi punktami programu festwalowego zapuszczałem się w gubiące się w parkowej przestrzeni uliczki Pelplina. O ulicy Kanonickiej ks. Pasierb pisze, że prowadzi donikąd i kończy się jednym z ładnych stylowych domów kanonickich z XIX wieku, które w Pelplinie nazywa się kuriami. Nie ma tu żadnego ruchu. Jest to chyba najbezpieczniejsza ulica świata, nie otwierająca się na żadne dalekie czy groźne perspektywy. Jeśli nawet jest tu teraz trochę straszno, to tylko w tym stopniu, że mogłaby się tu dziać jakaś somnambuliczna powieść Julien Greena. (s. 139). Czyżby? Zaraz potem pisze autor „Gałęzi i liści” o wymordowanych przez Niemców w 1939 roku pelplińskich kanonikach, których wraz z licealnymi
kolegami ekshumował zaraz po wojnie.

Bezpieczeństwo, nienaruszalność tego miejsca jest więc złudzeniem; na fotografiach być może trwa nadal- Jacek Dehnel w „Lali” może się porrtretować na tle katedralnych witraży i czuć się jak dobrze sytuowany turysta z laseczką A.D. 1923. Ale nie przelatywałbym też od razu do katedry – nie zapomniałbym rzecz jasna o pogrzebanych tu kilkuset napoleońskich żołnierzach,  poczytałbym, co jest nabazgrane sprayem na burych blokach, zauważyłbym, ze w hali starej cukrowni powstała galeria handlowa, zajrzałbym do piwnego baru a może i jakiegoś pubu (ponoć jest) gdyby godzina nie była tak ranna. Pomyślałbym, co stanie się z tym miejscem,gdy nadal tylu młodych będzie zmuszonych do wyjazdu…Jestem przecież łazikiem stasiukopodobnym a nie klasycyzującym akwarelistą. Zapisuję więc ślady swoich glanów; dudnią po korytarzach pelplińskiego liceum; w sali kominkowej podczas spotkania leci Joy Division. Ale być może najbardziej zapamiętam piątkowy obiad w seminaryjnej stołówce – wchodzimy kiedy klerycy modlą się przed posiłkiem; nad naszymi głowami łuki. Chwilę potem, kiedy wszyscy już usiedli, słychać dźwięk zasuwanych krzeseł i brzęczenie sztućców. Głos jednego z seminarzystów buczy przez mikrofon: klerycy yks i igrek mają coś wyczyścić; latrynę – podpowiada mi jaskrawie wyobraźnia i przez chwilę czuję się jak w koszarach.

Pelplin szykuje się właśnie do ważnej rocznicy – dziesięciolecia odwiedzin Jana Pawła II. Festiwal to jedna z imprez towarzyszących dniom miasta; dlatego są miejscowi samorządowcy i biznesmeni, ściągnięto zespół góralski. I jeszcze coś – last but not least – w spotkaniu z pelplinianami zawsze odczuwałem, że wyróżniają się swoją religijnością lub po prostu – dobrocią. Tu (znów cytuję Pasierba) – nawet pogrzeb nie odbywa się w nieludzkiej pustce, bo życie jest tutejsze i śmierć jest tutejsza. Dlatego wyjeżdżam stąd by znowu powrócić.


  • RSS