nowaczewski blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: elegia-dla-iana-curtisa

W najnowszym Kwartalniku Literackim Wyspa (nr 4 2010) można znaleźć recenzję mojej książki. Jej autor Mariusz Solecki pisze m.in.:

Nowaczewski nie pyta jak żyć po Oświęcimiu. Za odległe to dzieje i nie jego bezpośrednie dziedzictwo. W otwierającym „Elegię dla Iana Curtisa” „Polaku Małym” pyta, jak żyć po PRL-u, pozostawiającym oczywiście nieporównywalnie mniejsze spustoszenie niż doświadczył ocalony Różewicz, ale przecież ogromne na miarę człowieka czującego się wygnańcem z krainy czystości języka.

W recenzji pt. Śmierć męskich mitów Wojciech Kudyba, poeta, krytyk literacki, profesor UKSW pisze:

Czy w ogóle istnieją jeszcze wzory męskości, których nie trzeba brać w nawias, opatrywać cudzysłowiem? Na tak postawione pytanie nie pada w książce jednoznaczna odpowiedź. (…) Jest w tomie kilka wierszy-śladów. Kilka tekstów, które każą myśleć o drodze i jej etosie. Aby mówić o jej bohaterach trzeba wydobyć nieznane kulturze masowej, nieobecne w świadomości literackiej. Trzeba upomnieć się o lewicowego radykała i mistycznego pisarza zarazem – o poległego pod Villeroy porucznika Charles’a Peguy. Wydobyć z niepamięci charyzmatycznego obrońcę Gdyni – pułkownika Dąbka a także dominatora miedzywojennego alpinizmu – Mallory’ego. Każdy z nich ma w sobie przejmujący portret – różniący się od plakatów Leona Zawodowca i Jacka Sparrow w sposób zasadniczy.
Czym? Tym, że ponieśli klęskę? Że są postaciami tragicznymi? Pewnie tak, ale nie tylko. Koncentrując się na tym, by ukazać ich postać w chwili, gdy padają ciosami losu, wydobywa Artur pewien szczególny rys, który dla odbiorcy może wydać się decydujący: wiarygodność. Ich śmierć ma wymiar świadectwa. Nie jest załamaniem, lecz przypieczętowaniem, ostatecznym dopełnieniem drogi, którą podążali. Nękany przez dziennikarzy, pytających o to, po co chce się wspinać na Czomolungmę, Mallory miał odpowiedzieć: „ponieważ istnieje”. Kiedy zginął u podnóża Mount Everestu, fraza przeszła do historii alpinizmu, przypomina ją też poeta. W kontekście innych wierszy nabiera ona jednak dodatkowych znaczeńl. Staje się odpowiedzią, jakiej mógłby udzielić każdy z wymienionych wcześniej bohaterów. Ponieważ nie są to dziś rzeczy oczywiste, stawiamy pytania: dlaczego mamy być wierni tym, którzy nam zaufali, dlaczego mamy być wierni wspólnocie z której wyrastamy, ludziom, których znamy tylko trochę; dlaczego mamy za nich umierać? Wciąż nie możemy uwierzyć, że odpowiedź może być tak prosta: ponieważ istnieją…

Całość do przeczytania w nowym numerze (96) dwumiesięcznika „Arcana”.

Na blogu Biala Fabryka można znaleźć recenzję ‚Elegii dla Iana Curtisa’ autorstwa Krzysztofa Kleszcza (‚Nieruchome splawiki nad glebokościami”). Polecam.

Topos 2-3/2010 r. przynosi m.in. kolejny odcinek Lekturnika Przemysława Dakowicza, tym razem poświęcony mojemu ostatniemu zbiorowi wierszy.

Pełny spis treści można znaleźć na stronie Toposu.
Fragmenty szkicu o Elegii na blogu Przemysława Dakowicza.

pisze na swoim blogu Przemysław Dakowicz. To zapowiedź dłuższego szkicu o Elegii dla Iana Curtisa, który ukaże się wkrótce w Toposie.
Fragment prywatnego listu do mnie sprzed dwóch lat o Elegii publikuje Jarosław Jakubowski.

Internetowy Kwartalnik ‚Szafa’ zamieszcza
w najnowszym numerze wywiad pt.
Jack Sparrow spotyka Adama
Mickiewicza
,
który przeprowadził ze mną Marek Doskocz
oraz trzy wiersze z Elegii dla Iana Curtisa.
Recenzję tomiku można znaleźć na blogu kobiekcje.

W majowej „Lampie” można znaleźć notę o Elegii dla Iana Curtisa. Paweł Kozioł pisze m.in., że zadomowiłem się w najnowszej literaturze i że zrobiłem to z wdziękiem. Mimo niewielkich rozmiarów recenzja zawiera kilka trafnych uwag. Jej autor wskazuje na patronat Zbigniewa Macheja oraz aluzje do wierszy Tadeusza Dąbrowskiego i Tomasza Różyckiego.

Kilka moich wierszy z tomu ‚Elegia dla Iana Curtisa” ukazało się w czeskim czasopiśmie „Souvislosti”. Teksty przetłumaczył Jiří Červenka. Występuję tam w szacownym towarzystwie obok Wojciecha Kudyby, Agnieszki Kuciak oraz Wojciecha Bonowicza.  

elegia dla iana curtisa

W latach studenckich muzyka Joy Division towarzyszyła mnie i moim
przyjaciołom podczas domowych imprez. Piliśmy wina domowej roboty,
gadaliśmy o podróżach, historii, literaturze i słuchaliśmy z winylowej
płyty kawałków zespołu Iana Curtisa. Wtedy muzyka była tłem, to był nasz
świat, jeszcze bezpieczny, ale nad którym już zbierały się czarne chmury.
Przyszedł czas, że skończyły się nasze wielkie miłości, rozpadły małżeństwa
i stałe związki a my sami rozproszyliśmy się po świecie. I tak muzyka Joy
Division stała się elegią poświęconą nam samym. Widzieliśmy w niej siebie,
kiedyś, sprzed naszych osobistych katastrof. Zmarły przedwcześnie, w wieku
23 lat, Ian Curtis okazał się odpowiednim patronem dla tego utraconego
czasu. Ian Curtis w moim życiu jako ktoś ważny, pokrewny, długo pozostawał
nierozpoznany. Dopiero dziś jakoś splatam go z własnymi latami chmurnymi,
durnymi. Ian, na tle ponurych bloków Macclesfield. Pokój Iana, juwenilia na
biurku. Bufonowaty nimb nastoletniego artysty. Ian recytujący wiersze. Ian
wiążący swój los z Debbie. „Na zawsze”. Ale i Ian wykonujący nudną pracę
biurową. Ian gapiący się w telewizor. Ian na zdjęciu z córką. Także i Ian
nie chcący dojrzeć. To przecież ktoś będący jedynie potencjalnością jeszcze,
nie skończony. Chłopak, nie mężczyzna. Ma dwadzieścia trzy lata, ale
śmierć już chodzi za nim krok w krok. Curtis to ktoś, kto różnymi gestami,
decyzjami próbuje sobie udowodnić, że ma kontrolę nad swoim życiem. Ale nie
ma…
Kiedy zawalił się dotychczasowy świat słuchałem wciąż ‚Control’. Muzyka Joy
Division z tła weszła na pierwszy plan – w samo życie, w wiersze, w ból.
Love Will Tear Us Apart…
Z „Toposem” 6/2009 właśnie ukazał się mój nowy zbiór ‚Elegia dla Iana Curtisa’, który zawiera 32 wiersze z lat 2005-2008…


  • RSS